5
Wnętrza

home sweet home

Jeśli na widok zjazdu z obwodnicy zaczyna Ci bić szybciej serce, jeśli mijając tabliczkę z nazwą Twojej ulicy, ogarnia Cię ekscytacja, jeśli przy wjeździe na osiedle robi Ci się błogo – to wiedz, że masz dom. Wyjazdy i powroty to najlepszy wskaźnik zakorzenienia. Ludzie wciąż pytają nas, czy czujemy się w nowym mieszkaniu jak w domu, czy może nadal jakoś nam tu nieswojo. A ja już chyba powoli zapominam, jak to jest mieć kuchnię na prawo od wejścia. Widzieć świat z trzeciego piętra. Ja już chyba uzależniłam się od widoku na nasze jabłonki na podwórku i ciszy na oknem. Od tego pokoju z kuchnią, w którym spędzamy całe dnie. Kilka dni w górach ujawniło to dobitnie – tak, czujemy się tu jak w domu, totalnie. Kiedy po kilkugodzinnej podróży wjechaliśmy na naszą ulicę, poczułam błogą ulgę nie tylko dlatego, że zaraz miałam rozprostować kości i wziąć ciepłą kąpiel. Na widok napisu „Wolne Miasto”, zrobiło mi się ciepło na sercu i było to ciepło wskazujące jednoznacznie na to, że wjeżdżamy do siebie. Gdy wypakowywaliśmy walizki, mąż zapytał mnie, jak się czuję i wiedziałam od razu, o co mu chodzi. Widziałam, że ma tak samo. Że po zmianie planszy to, co zobaczył po przestąpieniu progu, ucieszyło go na nowo i to ze zdwojoną siłą. Bo to już nie tylko radość, że mieszkamy tak, jak chcieliśmy, ale że na ten widok ogarnia nas przyjemny spokój. Jesteśmy u siebie. Już pachnie nami, a nie farbą, nie nowością. Wszystkie przedmioty mają swoje miejsce. Wszystkie kąty są oswojone. Po krótkiej przerwie, po dwóch nie swoich łóżkach, po kilku prysznicach zamiast kąpieli z własnymi zabawkami, nawet dziewczyny wróciły z jakąś nową energią. Z radością rzuciły się do swoich klocków, kolorowanek i różdżek, z dzikim okrzykiem puściły się w rundy po salonie i korytarzu.

Skończyły się ferie. Były kina, muzea, trampoliny, sanki i narty. Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku rozerwania dzieci podczas zimowej przerwy oraz satysfakcją godną podstarzałej domatorki, wróciłam do naszej rutyny. Wróciłam z przyjemnością do domu. I może przez moment o szóstej rano trochę żałowałam, że zaczyna się szkoła, ale już chwilę później, ścieląc łóżka i ogarniając poranne tornado, popijając kawę i słuchając radia, uśmiechałam się do siebie w duchu. Tak jak teraz, gdy piszę te słowa z widokiem na nasze jabłonki na podwórku. Lubię takie zwykłe poniedziałki, lubię się tu budzić i pracować, lubię powroty.

Wiem, że większość Polski jeszcze nawet nie miała ferii i zabrzmi to jak bluźnierstwo w ostatnich dniach stycznia, ale ja odhaczyłam już wszystkie zimowe atrakcje. Święta, ferie i śnieg po kolana. Zaliczyłam śnieżki, czerwone policzki i wielkiego siniaka po sankach. Ja już marzę o wiośnie. Marzenie to, choć właściwe wszystkim niecierpliwym i ciepłolubnym, spotęgowane jest u mnie chęcią, żeby nareszcie skorzystać z tego, co przede wszystkim skusiło nas w mieszkaniu na Wolnym Mieście – z naszego tarasu. Tyle lat fantazjowałam o takim kawałku własnej przestrzeni na powietrzu, a póki co oglądam ją tylko przez szybę. Teraz, gdy wnętrza mamy już wykończone, kolejnym terenem do wyżycia się będzie nasz letni salon, jadalnia, nasza oaza zieleni i sielanki, jak ją sobie wyobrażam. Myślę, że przed nami też wraz z nadejściem ciepła jakiś kolejny etap wsiąkania w otoczenie – gdy zaczną się rolki, rowery, plac zabaw, kiedy poznamy podczas tych wiosennych wyjść więcej sąsiadów, kiedy będzie się przysiadało na ławeczkach, a dziewczyny poznają sobie jakieś podwórkowe towarzystwo. Z radością obserwujemy jak nam się rozrasta osiedle, z nadzieją wyczekujemy większego ożywienia na deptaku, może jakiejś osiedlowej kawiarni? Mam nieodparte wrażenie, że będzie nam tu tylko lepiej.

Szczęśliwy dom to z pewnością najlepsze, co może nas spotkać w życiu.

1

2

3

4

5

8

6

10

11

12

13

17

14

15

16

spódnica Zośki, spodenki Hani – miszkomaszko

koszulka Zosi – Mango Kids

koszulka Hani – Little Gold King

W poprzednim wpisie z salonu obiecałam Wam informacje o dekoracjach w osobnym poście. Poniżej znajdziecie marki i linki (o ile to możliwe) do akcesoriów, o które pytacie najczęściej. Enjoy!

9

36

lustro – Ikea

lampki na lustrze – Smukke

32

organizer druciany – Betty’s Home

22

kosz z różowym dnem – sfmeble

wazon kremowo-różowy – Westwing

wazon różowy – pt, (Present Time)

kaseton z typografią – Westwing

plakaty „Diamonds are forever”, „Love you to the moon and back” – Lemon Ducky

plakat „Pocałuj mnie w rewers” – wall-being

ramki – Ikea, Jysk

pozostałe grafiki – znalezione na Pinterest

doniczki – Ikea

10

świeca w słoiku – Hagi

świecznik jelonek – (dawno temu w) Livebeautifully

świecznik metalowy czarny – Livebeautifully

świecznik sowa – (dawno temu w) Amazing Decor

świecznik metalowy różowy – Westwing

domki – Scandishop

8

15

pudełko błękitne – pt, (Present Time)

pudełko szare – Jysk

stolik biały – Totodesign

stolik szaro-różowy – Ogo Meble (oryginalnie miał biały blat i gładkie nogi, był z wadą, przemalowałam go sama farbami do drewna)

stolik różowy – Jysk

dywan – Smukke

19

wazon – Livebeautifully

taca – Scandimania

16

czajnik – Livebeautifully

kubki z literami – Decorolka

kubki w romby – Pepco

9

poduszki w geometryczny wzór (szara, biała, różowa) – Scandimania

poduszka z krzyżem – Totodesign

pufy – Matka Polka Dot

plakat „Lubię nie musieć nic” – wall-being

lampa – Ikea

stolik boczny – Jysk

28

doniczka – sfmeble

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

21 Komentarze

  • Odpowiedz Cotakpachnie? 30 stycznia 2017 at 12:12

    fajnie mieć Was spowrotem :) my mamy ferie dopiero w drugiej połowie lutego, więc cieszę się, że Wy miałyście szybciej i mogę spojechać w sprawdzone przez Was miejsce 😀

  • Odpowiedz Edyta Tkacz 30 stycznia 2017 at 13:15

    Super tak się cieszyć na powrót do domu. Ja mam natomiast zupełnie na odwrót, nieważne, gdzie mieszkam i jak bardzo wsiąknę w swój dom/mieszkanie, zawsze, gdy przychodzi czas powrotu z podróży, łapię doła. Czasem większego, czasem mniejszego, ale zawsze się pojawia i jest nieunikniony. Taki smutek, że już minęło, że to koniec podróży, przygód i powrót do siedzenia na przysłowiowej „d…”. Czasami ta depresja jest naprawdę trudna do zniesienia i długa trwa, jak na przykład gdy się wraca do Polski w połowie listopada ze słonecznego Maroka. Myślałam, że może potrzebuję mieszkać gdzieś indziej. Wyprowadziłam się z Polski, zamieszkałam w Hiszpanii. I co? To samo. Każdy powrót z wakacji łączy się ze spadkiem nastroju.
    Podstarzała domatorka? Hahahaha! Pozdrowienia od podstarzałej turystki :-)

    • Odpowiedz Emilia 31 stycznia 2017 at 19:59

      Mam dokładnie to samo. Mieszkanie nie wzbudza we mnie ani grama tak ciepłych emocji, o jakich czytam w tekście i mimo prób oswajania, ale nie mam serca do tego urządzania, dopieszczania i dbania na bieżąco. Bywało, że mój ideał dani wyglądał tak, żeby wyjść z domu jak najwcześniej, a wrócić możliwie późno 😉 Nawet z wyjścia na miasto nie spieszy mi się do domu, a co dopiero z podróży. Czasem myślę, że powinnam zostać jakąś podstarzałą nomadką 😉

      • Odpowiedz Edyta Tkacz 1 lutego 2017 at 11:50

        Hihihi, to może załóżmy klub podstarzałych domatorek / turystek / nomadek. Każda wybiera, co jej pasuje. Choć może lepiej możemy wykorzystać ten cytat z wiersza Szymborskiej: „młoda, ciągle jeszcze młoda”. Z podkreśleniem na: ciągle jeszcze :-)

  • Odpowiedz Małgosia domwkadrze 30 stycznia 2017 at 13:45

    Mam dokładnie tak samo – w domu najlepiej:) Choć nasz to niecałe 50m2 ale i tak uwielbiam tu być najbardziej na świecie:)

  • Odpowiedz Sylwia 30 stycznia 2017 at 15:01

    Pięknie to wszystko urzadziłaś😊 nie mogę się juz doczekać wyjściągu na Wasz taras😊

  • Odpowiedz Mama and Home 30 stycznia 2017 at 15:49

    Wyjazdy są fajne ale też bardzo lubimy powroty :) Kiedy wjeżdżamy do naszego miasta po jakiejś wyprawie i widać już znajome budynki, firmy i osiedla – czuję radość i coś w rodzaju ulgi … P.S. Piękne wnętrza <3

  • Odpowiedz Projekt Dom 30 stycznia 2017 at 18:24

    U nas urządzanie czterech kątów idzie trochę dłużej niż przypuszczałam, dlatego z lekką zazdrością oglądam kadry z Waszego mieszkania :) Wszystko jest już tak „zadomowione”. Nie zmienia to jednak faktu, że ja też dostaję ataku radości wjeżdżając na naszą piaszczystą „ulicę” z wertepami i wchodząc do domu i patrząc na wciąż nie obłożone betonowe schody :) Dom to jednak dom. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Monika 30 stycznia 2017 at 18:34

    Mamy te same odczucia, dlatego wchodząc do domu wita nas napis „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” :)

  • Odpowiedz Magda 30 stycznia 2017 at 21:39

    Mamy identycznie ! Ekscytacja i euforia już na obwodnicy trójmiasta 😀

  • Odpowiedz Jola SIDOR 30 stycznia 2017 at 22:53

    Czytam to i myślę sobie…. ze za parę miesięcy będę ( mam nadzieję czuć to samo ) wprawdzie miejsca zamieszkania nie zmieniamy ale powiększy nam się przestrzeń o piętro…. nareszcie zabieramy się za remont…. będzie sypialnia…. królestwo dziewczynek…. salon….kuchnia z jadalnią i gabinet…. rany już na sama myśl mam motyle w brzuchu…..Ale nareszcie po nieco wyboistej drodze…. jaka przyszło nam kroczyć…. przez ostatnie lata…. w naszą stronę nareszcie zaswiecilo słońce…. Uwielbiam Cię Aga!!!! Już Ci lukrowalam nawet mailowo…. Ale to prawda…. w ciężkich chwilach…. Twoje posty były jak poklepanie po ramieniu…..z jednoczesnym szeptem „będzie dobrze”…. teraz inspiruje się Twoimi pięknymi wnętrzami…. i choć się nie znamy…. to wchodzę na mtspolka-dot.com….. i wiem że to będzie świetne spotkanie z NIEZNAJOMA-ZNAJOMĄ…. Tak więc…. do następnego Polki. Pozdrawiam. Jola.

  • Odpowiedz ania 31 stycznia 2017 at 09:30

    Mieszkanko piękne, choć malutkie te pokoje dziewczynek… Jak sprawdza się drewniana podłoga w przedpokoju? gdzie zostawiacie buty? Mam wrażenie, że wejście prowadzi od razu do salonu…
    Pozdrawiam wiosennie

  • Odpowiedz Klaudia 31 stycznia 2017 at 10:29

    My też szybko zaczęliśmy traktować nasz nowy dom jako nasze miejsce na ziemi. Pewnie też dlatego, że zawsze wiedzieliśmy, że poprzednie mieszkanie zawsze miało być na jakiś czas.

  • Odpowiedz mcaga 31 stycznia 2017 at 15:52

    A ta lampka czarna nad wyspą? :)

  • Odpowiedz salusiowo 31 stycznia 2017 at 19:17

    Cudowne dodatki!! – zdj bajka!!

  • Odpowiedz Asia 31 stycznia 2017 at 21:18

    Piękne Twoje wnętrze uwielbiam takie połączenia różnych detali, dużo obrazków na ścianie i kwiaty w wazonie to też takie must have. I miszkomaszko uwielbiam. :-)Uściski

  • Odpowiedz Home Things 1 lutego 2017 at 15:43

    Chociaż preferuję zupełnie inny styl we wnętrzach to bardzo lubię do Ciebie zaglądać, podoba mi się jak piszesz :) Ferie jeszcze przed nami, ale to co napisałaś o powrocie do domu, u mnie sprawdza się za każdym razem, gdzie i na ile bym nie wyjechała… dobrze jest mieć „dom” :) ja póki jestem na macierzyńskim, cieszę się tymi porankami z kawą, tym ogarnianiem domowej przestrzeni, pozostawionej po starszyźnie… a jeszcze tak niedawno Twoja Hanka była taka mała jak moja Zośka 😉

  • Odpowiedz karina 1 lutego 2017 at 16:17

    Też lubiłam swoje mieszkanie. Do czasu aż piętro niżej wprowadziły się dziewczęta prowadzące bogate nocne życie towarzyskie. I teraz najbardziej cieszę się kiedy wyjeżdżam i wiem, że noc będzie spokojna.

  • Odpowiedz Monika 2 lutego 2017 at 08:13

    Ja pierwszy raz poczułam że moje mieszkanie jest moim domem, kiedy z ulgą wyjeżdżałam z domu rodzinnego. To tam zawsze był mój dom a pewnego dnia po tygodniu wakacji nie mogłam doczekać się niedzieli i Powrotu przez duże P.

  • Odpowiedz Angelika 4 lutego 2017 at 14:22

    Czy mogą poprosić o informację, gdzie udało się Pani zakupić kratkę, która wisi nad barkiem w kuchni? Dziękuję :))

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 5 lutego 2017 at 21:36

      Kratka jest ze sklepu zdolnej Beaty z Betty’s Home 😉

    Zostaw coś po sobie