18035005_10158371956270018_319113512_n
Bez kategorii

generowanie kontentu, gorąca linia 24/7 i zakompleksione frustratki, czyli czego nie cierpię w blogowaniu

Ciężki jest ten pierwszy poświąteczny dzień w pracy, co? Myślę, że niezależnie od tego czym się zajmujemy, towarzyszy nam jakiś szok poznawczy. I mi najtrudniej jest siadać do pisania po kilkudniowej przerwie. Tworzenie wpisów co dwa dni wychodzi jakoś tak siłą rozpędu, najgorzej jest wypaść z obiegu. Kiedy tak sobie o tym myślałam, świętując, jak również zastanawiałam się, o czym by tu kolejny tekst popełnić, to postanowiłam, że właśnie o tym – że choć nie pisałam od niemal tygodnia, to nie zaznałam psychicznego komfortu, nie czułam się jak kasjerka na urlopie.

Bo choć po paru dniach bez bloga otwieram komputer z pewnym głodem słowa i obrazu, to jednak i w lekkiej panice, z balastem wyrzutów sumienia. Gdy raz na jakiś czas zdarzy mi się tak nieprofesjonalnie zamulić, czuję się jak jakiś początkujący lamus, a nie człowiek, który w rubrykę „zawód wykonywany” wpisuje: „bloger”. Bo to jakby przez kilka dni do pracy nie pójść, nie wypisawszy wniosku urlopowego, jak na wagary jakieś. A ja nie z tych, którzy na pełnym luzie pijali w liceum wino w krzakach. Ja pijałam, owszem, ale bez luzu totalnie. Ja pijałam spięta, pełna obaw o konsekwencje. Pijałam, bo chciałam być wyluzowana, ale widziałam przecież, że nie wszyscy pijali. I mimo że (jak w liceum na wagarach) mój głos wewnętrzny kazał mi się w ostatnich dniach wyluzować, to w tyle świadomości kiełkowało poczucie winy. Zwłaszcza, że inni pisali.

Work-life balance? Bitch, please!

Największy problem, jaki mam z blogowaniem, to czas pracy. Tak nieokreślony, że jest się w niej zawsze i wszędzie. To, co wydaje się największym błogosławieństwem, kiedy mam chore dziecko czy babcię, albo gdy trzeba coś załatwić, w weekendy i Święta przyprawia mnie o migotanie komór. Od kilku lat bowiem nie doświadczam cudowności beztroskiej soboty, leniwej niedzieli czy świętowania pełną gębą.  W te dni ja jestem w najszerszym rozkroku, próbując być jednocześnie zaangażowaną matką i żoną oraz płodną blogerką. W te dni najtrudniej mi uzyskać spełnienie i równowagę, gdyż albo czuję się jak zaniedbująca dzieci pracoholiczka, albo – olewający obowiązki leń patentowany. Sobota, niedziela ani Święta nie sprawiają przecież, że ludzie przestają szukać rozrywki. Przeciwnie – to wtedy właśnie zagląda się na Facebooka i Instagram częściej niż w dni pracujące. Ja wówczas powinnam generować najlepszy kontent, dokarmiać społeczności, robić zasięgi. To nawet nie to, że ja jakoś nadmiernie leniwa jestem, pogenerowałabym ten kontent nawet przy niedzieli. Ale to jest cholernie trudne, kiedy dzieci wołają żryć, a chałupa woła o sprzątanie. Są także czasem różne zobowiązania rodzinne czy plany towarzyskie, nie można przecież w kółko wszystkim mówić, że nie mogę, pracuję. I weź tu generuj, jak między śniadaniem, praniem a obiadem, jeszcze trzeba ze trzy sesje na kolejne posty machnąć. Albo takie Święta – same się nie zrobią. Przy pewnym poziomie wciągnięcia w porządki i wypieki łatwo zapomnieć, że nie żyje się tylko dla siebie oraz że choć przy garach, to przecież wszak także służbowo się w tej kuchni stoi. Prowadzenie działalności zawodowej przy stole oznacza bowiem nie tylko, że kiedy pracuję, to czuję się jak w domu, ale także – że się w domu wiecznie czuję jakbym była w pracy.

Wiąże się to też z taką niedogodnością, że mi się często do biura pakują różne niepowołane osoby trzecie. A wierzcie mi – przerywanie procesu twórczego, żeby komuś wytrzeć pupę, potrafi skutecznie zniweczyć największe wysiłki. Pracowanie w domu jest fajne, o ile jestem w nim sama. Czasami więc z góry zakładam, że weekend to czas dla rodziny. Próby napisania czegokolwiek z góry skazuję na porażkę i wybieram się gdzieś z moją bandą. A potem, wracając, odpalam fejsa i bach: wszyscy blogerzy tego świata właśnie wrzucili swoje najbłyskotliwsze teksty tygodnia, a ja co mam? Dwoje brudnych dzieci w samochodzie. Żeby jeszcze szczęśliwych, ale zazwyczaj to jednak jedno zmęczone, więc ryczy, a drugie nie chciało jeszcze do domu, więc foch. Albo okazuje się, że jest jakiś dzień porozumienia bez przemocy czy inne święto pizzy i wszyscy zaliczają posty lub zasięgi życia (a ja mam dwoje brudnych dzieci).

Raz na jakiś czas więc, pomna takich niefartów, odmawiam rodzinie. Wysyłam dziewczyny z ojcem na sanki, hulajnogi czy inny basen. Tłumaczę sobie – taki zawód. Czy lekarka, która wychodzi na dyżur przeprasza własne dzieci? A policjant czy strażak? Nie sądzę. Zostaję więc w domu i pracuję. Tylko że wtedy to zazwyczaj przez cztery godziny piszę jakiegoś gniota, którego z powodu niezrozumiałych algorytmów Facebooka widzi trzynaście osób. A moi wracają ze spaceru z najpiękniejszymi rumieńcami na policzkach i słyszę „szkoda, że Cię nie było, mama, było tak super, ale następnym razem to już pójdziesz z nami, dobraaa?”.

Tak, to zdecydowanie najsłabsze w blogowaniu (kiedy się nie jest singielką) – żeby robić to dobrze, powinno się być w zasadzie non stop online. Chwile największej poczytności wypadają w porze, kiedy dzieci chodzą spać lub chcą spędzić czas z mamą, i jakoś nie chcą wypaść w dni robocze między 8 a 16. Nie mogę się też wciąż pogodzić z tym, że każda chwila mojego życia prywatnego powinna się stawać od razu publiczna, żeby podsycać zainteresowanie, budować społeczności i robić zasięgi. I niby się nie godzę, ale jak sobie zdam sprawę, że tak się zapamiętałam w tej swojej prywacie, że minęła cała kolacja wigilijna czy inne śniadanie wielkanocne, a ja nic a nic nie szeruję, to jednak wpadam w lekki popłoch. Takie to nieprofesjonalne przecież, o społeczności na kilka godzin zapomnieć. A jak nie udzielanie się w mediach społecznościowych, to gorąca linia 24/7 i pytania w stylu „czemu krem mi nie zgęstniał?” lub „proszę podać wymiary stołu” czy inne „a ten fotel to wygodny?”. W Wielką Sobotę o 21-wszej. I odpowiadaj natychmiast, bo jak nie, to foch i komentarze typu „ależ pani blogerka zajęta”.

 „Kreatywność rozkwita w atmosferze bezpieczeństwa i pewności siebie”*

Znalazłam kiedyś taki cytat i nawet fakt, że jego autorka jest numerolożką, nie osłabił mocy tych słów. Serio, gdyby wypowiedział je Piotr Kononowicz, też bym się wzruszyła. Czasem ciężko się zabrać do pisania, bo przychodzi kryzys. Częściej, niż mogłoby się Wam wydawać, czuję, że jestem cieniasem, a wszystko, co robię, jest seksowne jak Adam Hoffman przed metamorfozą. Zdarza mi się regularnie załamywać, że pomysły słabe, foty koślawe, a erudycji to mam tyle, co brudu za paznokciem. Są takie dni, kiedy wszystkie blogi wydają mi się błyskotliwe i inspirujące, gdy umieram z zazdrości nad czyimś tekstem i wydaje mi się, że ze swoimi umiejętnościami to powinnam w najlepszym wypadku skręcać długopisy. Nie potrafię przestać porównywać się do innych, a najgorsze jest to, że z tych porównań to mi zazwyczaj wychodzą same destrukcyjne dla samooceny rzeczy.

Czasami destrukcyjne, bo nie dorastam do pięt, innym razem przerastam, lecz co z tego. Zdarza mi się czytać jakąś skończoną tandetę, z tytułem jak z superaka, fotą ze stocków i widzę że hit, szał pał, tysiące serduszek, morze kciuków, Facebook rozgrzany szerami do czerwoności, a ludzie to płaczą normalnie. Czytam więc i ja wespół z dziesiątkami tysięcy, szukam morału jakiegoś czy puenty, żartu chociażby i nie znajduję. Wtedy czuję, że ze swoim wyczuciem potrzeb społecznych to nie powinnam w branży rozrywkowej robić. Z taką ręką do hitowych treści to ja najwyżej do „Poradnika Działkowca” mogę iść, bo co z tego, że piszę lepiej, skoro takich tłumów nie porywam.

„Myślenie jest trudne, dlatego większość ludzi ocenia”**

Hamulcowymi mojej kreatywności bywają też upierdliwe czytelniczki, nie będę ukrywać, że nie. W zderzeniu z niektórymi powstają mi w głowie pewne deficyty pewności siebie. Nie przestaję podziwiać stylu, w jakim kilka zdolnych i złośliwych blogerek rozprawia się z podłymi komentarzami. Niczym king Bruce Lee, karate mistrz. Bany rozdają na prawo i lewo, twierdząc przy tym, że zawistne uwagi spływają po nich jak woda po kaczce, niezależnie od tego, czy dotyczą wpisów sponsorowanych, metod wychowawczych, stylu życia czy (nad)wagi. Bardzo się staram w to wierzyć, bo przecież taka wiara to byłby pierwszy krok do tego, żebym i ja zamieniła się w tę kaczkę, ale mi, psiamać, nie wychodzi. No jakoś nie kupuję tego, że jak je ktoś obraża, wyśmiewa czy wyzywa od najgorszych, to mają to w dupie. Bo mnie to w najlepszym razie wkurwia, choć zazwyczaj jednak smuci albo frustruje. Wkurwia to zwykle, jak się trafi taka mądrala jedna z drugą, co to se między wierszami różne rzeczy o mnie i mojej rodzinie wyczyta. Z faktu, że nie chodzę codziennie do biura wyciągnie wniosek, że jestem utrzymanką męża albo z tego, że się dorastająca uczennica rzadziej na blogu pojawia – że mniej ją kocham niż drugą (oraz inne perełki).

A co smuci, co frustruje? Pisanie o tym byłoby jak proszenie się o razy, a masochistką nie jestem. Powiem tylko, że zawsze jak się czegoś na swój temat naczytam, to się zastanawiam, co trzeba w życiu przeżyć, żeby czerpać satysfakcję z wbijania szpil jakiejś obcej babie z internetu. Świadomość, że moich wad doszukuje się pewnie jakaś zakompleksiona frustratka, nie zmienia faktu, że niektóre słowa bolą. I choć zdarza się to stosunkowo rzadko, to się jednak czasem człowiekowi odechciewa, rozumiecie.

No, to jak w ramach walki z poświątecznym szokiem poznawczym ten ciężar zrzuciłam, to teraz znów mogę wrócić do uprawiania zawodu, który stresuje mnie w weekendy i Święta, naraża na przykrości, ale lepszego jeszcze dla siebie nie znalazłam 😉

 

*Felicia Bender

** Carl Gustav Jung

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

68 Komentarze

  • Odpowiedz ELL 18 kwietnia 2017 at 22:00

    Nie zrazaj sie, jestes wspaniala, uwielbiam twoje posty, a nawet dzieci nie mam. 😉 Niektórzy ludzie tylko tak potrafia sie dowartosciowac… Nalezy pernamentnie ignorować/blokowac albo dobrocia wkurzac.
    Pozdrawiam Ell

    • Odpowiedz Monia 19 kwietnia 2017 at 14:57

      Dokładnie, najlepsza polka w Polsce :)
      Czytam, oglądam i podziwiam każdy wpis czy zdjęcie, chociaż nie mam dzieci. W takim razie, Twoja strona Aga, powinna mało mnie interesować, a jednak rozczulam się nad wszystkim co dodajesz i co dotyczy Twoich dzieci :) Uwielbiam, jestem tu każdego dnia!
      Pozdrawiam

  • Odpowiedz Emilia 18 kwietnia 2017 at 22:05

    Kurna Aga nie pękaj kobito😉Świetna jesteś,czyta się Ciebie z największą przyjemnością i zawsze smutki mam jak już dobiegał do końca wpisu.Zawsze odpalam sobie wtedy jakieś jeszcze ulubiony i mam wieczór lub południe z Tobą 😋Pamiętam Twój ostatni kryzys…I rzesze bab,które kazały Ci się wziąć w garść.Olej te zołzy frustratki,ja jeszcze kilka lat temu też byłam z tych,co to się przejmuje jak je inni odbierają,a najlepiej żeby wszyscy lubili.Przeżywałam przeokrutne.Wyleczylsm się jakoś.Ribie swoje.Kto kocha ten kocha,kto ma zazdrość i utrudnia to ma problem,odgradzam się,robię swoje.Swiata nie zmienisz ludzi nie zrozumiesz.Miej swoje słabe dni,potrzebne są i one,by się odbić i znów z pasją tworzyć.Wygladam Twoich wpisów i zdjęć z ustesknieniem,ale jak zamulisz kilka dni to nie obrażam się,nie przestaje lubić,tylko dobre myśli posyłam,bo domyślam się co przeżywasz mając taką pracę.Mam też dwa smerfy w wieku Twoich i wiem co to oznacza.Wiec głowa do góry Maleńka,Coco jumbo i do przodu 😉Najlepszości Matko Kryzysowa😘

  • Odpowiedz Marta 18 kwietnia 2017 at 22:07

    Polko winnas w takim stanie ducha teksty trzaskac zawsze, gdy Ciebie on dopadnie. Perełka. Pięknie te zdania plyną. Świetny, świetny tekst. Uściski.

  • Odpowiedz Ola 18 kwietnia 2017 at 22:17

    jesteś super, ładna, mądra i masz niesamowite poczucie humoru. Ten kto sądzi inaczej po prostu Ci zazdrości. A czy robisz dobre rzeczy to tylko ty sama możesz ocenić, ja myślę że bardzo dobre i to ciężką pracą. Uwielbiam Cię czytać i oglądać Twoje zdjęcia. Jesteś cool babka.

  • Odpowiedz Justyna 18 kwietnia 2017 at 22:17

    Dziewczyno, weź pisz bo świetnie Ci to wychodzi! A jak post nie będzie raz na dwa dni to i tydzień czy dwa poczekam. Czasem sama mam obsuwę w czytaniu bo moje dwa Bąki i reszta obowiązków ma pierwszeństwo ( tak, ja z tych co nie potrafią się zrelaksować z bałaganem). 😊

  • Odpowiedz Karina 18 kwietnia 2017 at 22:22

    Droga Polko!
    Twojego bloga czytam – czasami odchodzę, czasami wracam – już kilka lat.
    Odchodzę dlatego, że jak patrzę na Twoje foty, czytam Twoje teksty, a przede wszystkim oglądam Twoje wnętrza i TEN PORZĄDEK, a jeszcze bardziej jak sycę oko TYMI KULINARIAMI (a to moja największa pięta achillesowa), to mnie taki wstyd ogarnia i tak mi żal i zazdrość dupę ściska, że normalnie nie daję rady być Twoją stałą czytelniczką.
    A wracam, bo mnie masochistycznie ciągnie do tego jednego z najpiękniejszych (jak nie najpiękniejszego) bloga w polskiej blogosferze – a już na pewno w parentingach. I to pięknego zewnętrznie i wewnętrznie (znaczy się o ten content mi chodzi :-)).
    I dlatego jak czytam o Twoich rozterkach, to myślę sobie, że muszę wreszcie coś Ci tu napisać, choćbym miała przysłodzić :-)
    Mam nadzieję, że kiedyś zbierzesz piękne plony swojej pracy, bo robisz kawał świetnej roboty.
    Pozdrawiam!

  • Odpowiedz MM 18 kwietnia 2017 at 22:51

    Nie wiem co Ty za inne blogi czytasz,które Cię tak dołują bo Twój jest the best!Zamieszczenie wszystkich argumentów popierających powyższe stwierdzenie przekracza ramy niniejszego opracowania😉ale napiszę tylko,że teksty i mądre i śmieszne i z pazurem i bez błędów w przeciwieństwie do innych;zdjęcia piękne i bez tych „zimnych” filtrów które mnie juz strasznie u innych nudzą;nie ma słodzenia czytelniczkom-jest naturalnie,w punkt i z klasą.I są granice prywatności bo niektórym to już niewiele intymności pozostało-pokazali już prawie wszystko.I nie ma durnych postów w stylu”10 powodów dla których nie skoczyłam dziś z okna”itp.
    A że są przestoje-to z tym większą niecierpliwością czeka się na kolejny wpis😊Jakie to szczęście,że nie jesteś z tych co to ich dzieci naj,w domu(bez powodu) dieta bezglutenowa,cukru ze świecą szukać i ogólnie zesrać się można ze szczęścia😱
    P.s.Zastanawiam się tylko jak wytrzymujesz te ciągłe-skąd dywan,talerzyk,miseczka ale rozumiem,że taka karma😉
    Pozdrawiam🤚

    • Odpowiedz barbara anna 18 kwietnia 2017 at 23:16

      w domu(bez powodu) dieta bezglutenowa <3

      haha, dokładnie 😀

      • Odpowiedz MM 18 kwietnia 2017 at 23:33

        😘

  • Odpowiedz Zuza 18 kwietnia 2017 at 23:00

    Za przeproszeniem proszę się ogarnąć! Twojego bloga czyta się jednym tchem… Ciężko mi się oderwać nawet jak Córka płacze. Masz świetne pióro, przez które coraz więcej tekstów innego pochodzenia ciężko w ogóle czytać. Niestety żyjemy w społeczeństwie pełnym nienawiści, ludzie czerpią z tego jakąś dziwną przyjemność, ale nie możesz się tym przejmować. Wiem, że przez kiepskie statystyki można dostać siwych włosów, ale masz przecież mnóstwo czytelniczek, które Cię uwielbiają i nie wyobrażają sobie, żebyś miała zmienić zawód 😍 Głowa do góry! Ściskam ciepło 😘

  • Odpowiedz barbara anna 18 kwietnia 2017 at 23:11

    Aga, olej wyssane z palca komentarze. Jesteś najlepsza! Nie mam dzieci, wnętrza i inspiracje kocham, ale na razie do dekorowania mam swoje 3m2 w centrum Londynu – i co z tego, na blogu jestem prawie codziennie i czekam na kolejne wpisy i delektuję się nimi. Gdybym tylko mogła, wzięłabym Cię na piwo, no!

  • Odpowiedz Paulina 18 kwietnia 2017 at 23:15

    Tu jest zawsze pięknie, ciekawie i inspirujaco!!! Jesteś Gigant i uwielbiam Cię czytac :)

  • Odpowiedz paulina 18 kwietnia 2017 at 23:16

    Wszystkim nie dogodzisz. Wszystkim się nie spodobasz. Ile ludzi, tyle opinii. Niestety bardzo łatwo komuś dopiec w sieci, inaczej niż na żywo. Powtarzam to mojej dwunastoletniej córce, która ma pewne zdolności i chciałaby swą twórczość rozpowszechniać po świecie. A jest bardzo wrażliwa na krytykę i myślę, że w jej wieku niewiele trzeba, by ją zniszczyć. Dlatego jeszcze nie czas, musi dorosnąć, by się z tym zmierzyć.
    Jako czytelnik zauważam komentarze (zapamiętałam ten z opinią, że umieszczasz wiecej zdjęć jednej, to na pewno ją faworyzujesz) i tylko uśmiecham się pod nosem z politowaniem. Dostrzegam w nich chyba głównie zazdrość.
    Trudno zrobić dobre zdjęcie kulinarne, wnętrzarskie (wystarczy spojrzeć na ogłoszenia sprzedaży mieszkań i foty robione przez profesjonalistów wołające o pomstę do nieba), nie wspomnę o tekście. Twoje są naprawdę dobre i inspirujące.

  • Odpowiedz Kinga 18 kwietnia 2017 at 23:33

    Bycie blogerką to trudny zawód. Bardzo wiele minusów, o których piszesz skłoniło wielu piszących do rezygnacji z prowadzenia bloga. Najtrudniejsze jest zachowanie równowagi między tym, co prywatne a publiczne. ALE na Twoim blogu nie widać „typowych” i najbardziej męczących skłonności blogujących matek. Zero narcystycznego uwielbienia w postaci selfie w nowej kiecce co kilka godzin, oceniania innych matek, czyli posty w rodzaju „co ta jędza robi swojemu dziecku, ja taka nie jestem”, wszechwiedzącej narracji i hipokryzji. Potrafisz pisać. I jesteś w tym autentyczna.

  • Odpowiedz Agnieszka 18 kwietnia 2017 at 23:37

    I ja zaglądam do Ciebie codziennie. Czekam na wpisy i zdjęcia, to mój ulubiony blog, na inne nie mam już ani czasu, ani ochoty. Czasami gdzieś zajrzę, z ciekawości czy coś się zmieniło na lepsze… Wystarczy mi pięć minut na rozeznanie i szybko wracam do Ciebie, i cieszę się, że JESTEŚ 💞 Najlepsze teksty, uczta dla duszy i oczu zarazem. A ta kobitka, która uważa że za mało na blogu Zosi niech się puknie w czoło, ja uważam, że zdecydowanie za mało jest męża 😉 Jesteś najlepsza, i masz to coś, co sprawia, że codziennie wystukuję mrspolkadot ❤️

    • Odpowiedz susannaromana2011 19 kwietnia 2017 at 02:29

      A ja też chętnie częściej popatrzę na Pana Polkowskiego 😉

  • Odpowiedz Edyta Tkacz 18 kwietnia 2017 at 23:48

    Wow, ale temat. Temat rzeka. :-)
    Wiesz, że te docinki i komentarze, które ludzie Ci wypisują nie są tak naprawdę skierowane do Ciebie. Bo to wcale nie chodzi o Ciebie, ale o to, żeby komuś dopiec. Komukolwiek. Nie ma żadnego znaczenia, czy jesteś pulchna i ryża, chuda jak patyk, masz metr pięćdziesiąt, czy jesteś najwyższa z całej drużyny koszykówki. Tak już jakoś jest, że część populacji, która nie radzi sobie z własnymi frustracjami, złością, niespełnieniem, żalem, lubi sobie w swoim własnym cierpieniu ulżyć, dogryzając innym. Tym, którzy im się wydają lepsi. Albo niesprawiedliwie faworyzowani przez los. To pewnie jest taki mechanizm, który wszyscy mamy w głowach, jedni go używają do leczenia swoich frustracji, a inni wolą jakoś bardziej konstruktywnie te frustracje ogarniać. Czemu tak jest, to tomy psychoanalityczne tego jeszcze nie wytłumaczyły.
    Ja osobiście nie rozumiem, jak dowalenie drugiej osobie może mi podnieść samoocenę, ale łapię się na tym, że jeśli nie kontroluję swojej zazdrości, to mogłaby się zrobić „brzydka” i destrukcyjna. Złapałam się kiedyś na tym, że jeśli nie spełniałam się w danej dziedzinie, w której bardzo chciałabym się spełniać, to bardzo mnie drażniły dochodzące ze świata informacje o szczęśliwych osobach, którym się w tej dziedzinie udało. Pomyślałam, że albo będę zgorzkniałą, sfrustrowaną babą, albo zacznę się w tej dziedzinie rozwijać. Od kiedy się rozwijam i mam swoje małe sukcesy, mogę już spokojnie patrzeć na tych, którzy robią to świetnie i nie wzbudzają we mnie zawiści.
    Zatem możesz być pewna, jeśli bym tu wrzuciła taki komentarz: „rany, jakie głupie posty, bzdury pisze, foto z dzióbkiem i tyłek wielki, co za żenada” to w rzeczywistości znaczy to: Jezu, jakie ona fajne teksty pisze, żal mnie jasny skręca, zawsze jakiś ciekawy temat wynajdzie, ta twarz z Michała Anioła i fajne krągłości, a moja d… płaska jak deska!, świat jest niesprawiedliwy, a życie jest do bani”.
    Takie komentarze i wpisy denerwują, wkur…, ale nie powinny boleć. Bo nie świadczą o Tobie, tylko o tym, co o sobie sądzą osoby, które je piszą. Ja zazwyczaj blokuję hejterów, nie odpisuję, kasuję komentarze, które nie wnoszą nic do dyskusji, poza tym, że ktoś mi udowadnia, że jestem głupia. Może statystyki na tym cierpią, ale co tam. A poza tym jak to mawia jeden znany coach – ja nie jestem zielonym dolarem, nie muszę się każdemu podobać.

  • Odpowiedz sylwia 19 kwietnia 2017 at 00:11

    Ja się ciesze że jesteś,w końcu mogę poczytać kogoś kto umie posługiwać się j.polskim i nie pisze tylko o nowych ciuchach dziecka.Są wnętrza,przepisy,życie codzienne,raz śmiesznie raz na smutno,dla mnie super

  • Odpowiedz Agnieszka 19 kwietnia 2017 at 00:36

    Od dawna zaglądam do Ciebie codziennie, ale pierwszy raz komentuję 😉 jesteś wspaniała i prawdziwa! Nie widziałam drugiego takiego bloga jak Twój. Uwielbiam Twoje posty, zdjęcia, przepisy, poczucie humoru – wszystko :) Czytając Twoje teksty raz płaczę ze śmiechu, a raz ze wzruszenia. Mam z Tobą wiele wspólnego i zawsze marzyłam o takiej przyjaciółce jak Ty, niestety w dzisiejszych czasach ciężko o kogoś takiego. Złośliwi ludzie zawsze znajdą sobie powód do narzekania, nie zadowolisz każdego. Nie zmieniaj się i dalej rób to, co robisz :)

  • Odpowiedz Beata 19 kwietnia 2017 at 00:46

    Pani Polko. Polko. Miłośniczką blogów to ja nie jestem. A Ty potrafisz mnie zachęcić do przeczytania posta w całości z przyjemnością w dodatku. Lubię zdjęcia i one przykłuwają moją uwagę w pierwszej kolejności, a potem czytam ten post do końca. Uwielbiam Twój język. Widać, że konkretna z Ciebie babka, nie jakieś tam ciepłe kluchy. Że jak piszesz to wiesz o czym. Po co przejmujesz się zazdrośnicami? Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Te tysiące czytelniczek znikąd się nie wzięły. Trzymam kciuki, żeby już nigdy żaden negatywny komentarz nie spowodował u Ciebie nawet mrugnięcia powieką. 💛

  • Odpowiedz edipassione 19 kwietnia 2017 at 01:02

    Piszesz obłędnie! Przeważnie towarzyszy mi uśmiech na twarzy :) Muszę powiedzieć że Twój blog się wyróżnia wśród innych pozytywnie oczywiście :) Pozdrawiam

  • Odpowiedz susannaromana2011 19 kwietnia 2017 at 02:28

    Jesteś najlepsza pod każdym względem ! I ja tu będę zawsze, czasem na ig się spóźnię bo zapominam tam wejść, a nadrabiam kiedy u siebie coś dodaję. Moja siostra też uzależniona od Ciebie. Pozdrówki :*

  • Odpowiedz Mała Mi 19 kwietnia 2017 at 02:59

    Fajny wpis. Szczery. No i styl- zawsze wysmakowany. Masz lekkie pióro. Trzymaj je w dłoni i działaj :). Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Kamila 19 kwietnia 2017 at 07:33

    No, ale ja musiałam w Święta napisać na insta, że mazurek wyszedł przepyszny, bo tak było i wszyscy oniemieli 😊 a teściówka przepis prosi 😊
    a było mi tym bardziej miło, że odpowiedziałaś na niego w Święta
    Ja Cię/Ciebie uwielbiam, co na dowód może stanowić wyciąg z konta po każdym Twoim wpisie o urodzie i modzie 😣🔫❤

  • Odpowiedz Aneta 19 kwietnia 2017 at 08:30

    Ugh ale proszę nie przesadzać, porównywanie internetowego twórczego „dzieła” będącego tyradą na temat tematów osobistych z lekarką na dyżurze pod względem ciężkości pracy jest po prostu nieco… nie na miejscu.

    • Odpowiedz Sylwia 19 kwietnia 2017 at 10:08

      Bardzo przepraszam, ale czy Pani doktor nie umie czytać ze zrozumieniem? Stwierdzenie Polki dotyczyło porównania – WYJŚCIE do pracy lekarza, policjanta czy strażaka na dyżur zostawiając w domu dzieci, a nie pod względem ciężkości pracy… Nie jestem ani lekarzem ani blogerem tylko bankowcem, więc porównywać nie będę, ale jak to mówią ,,wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”…

  • Odpowiedz Paulina J 19 kwietnia 2017 at 08:35

    Tak, dokładnie takie mam przemyślenia…tylko, że ja mam jeszcze wytłumaczenie w postaci syna w domu całą dobę, więc piszę posta raz na dwa tygodnie:) no nie da rady więcej :))))

    Super tekst Aga!!!

  • Odpowiedz Marlena Kaczmarek 19 kwietnia 2017 at 09:09

    Jesteś w porównaniu z innymi blogami jak dobry teatr, a nie serial (choć w odcinkach) z wysoko postawioną poprzeczką, często gęsto sztuka dociera do niekoniecznie inteligentnej masy, która trafia tu przypadkiem, bo akurat tytuł czy pierwsze wrażenie z plakatu zachęca. A prawda jest taka, że często treść przerasta i z tego ich niezrozumienia frustracja i podłe komentarze lub głupie pytania. Więc się matka nie przejmuj tylko zajmuj dalej tworzeniem dla wiernego widza, który jest mniejszy liczebnie. A jeśli na tych milionach lajków ci zależy to na pewno nie jesteś już tą Agnieszką, której artyzm pokochałam. Odpowiesz, żyć trzeba. A ja Ci na to, jak mawiają moi rodzice: lepiej skromnie a z godnością i w zgodzie z samym sobą.
    Nie łam pióra i nie banuj tych co mają inne zdanie i głupie pytania, teatr ma być dla wszystkich a ci co nie zrozumieją niech se lezą pod te krzy.że albo ołtarzyki łatwiejsze do przełknięcia
    Trzymaj się, jak ochrzanilam tak teraz przytulam!

  • Odpowiedz daria 19 kwietnia 2017 at 09:22

    Słowa „nie czułam się jak kasjerka na urlopie” troszkę dziwnie zabrzmiały, bo myślę, że one lekkiego losu nie mają, tam to dopiero ludzie lubią dać popalić ;).
    Rób to co lubisz, zwłaszcza jeśli robisz to dobrze!
    Pozdrawiam :)

  • Odpowiedz Karolina 19 kwietnia 2017 at 09:22

    Polko, jestem pełna podziwu, ze Ty tym ludziom na Instagramie ciągle wymiary stołu podajesz i skąd ten stół, czasem kilka razy pod jednym zdjęciem, i ta poduszka i pledzik 😉 serio, podziwiam Twoja cierpliwość.

    Lubie Twój blog, jest jednym z niewielu blogów lifestylowych jakie czytam, bo masz świetne poczucie humoru, świetny gust i do tego jeszcze lubisz pichcić (normalnie Bogini). Tak trzymaj!

  • Odpowiedz cuisine and art 19 kwietnia 2017 at 09:25

    Swietny i prawdziwy tekst! Im dluzej sie nie pisze tym trudniej sie do tego zabrac. Tak jest ze wszystkimi wolnymi zawodami i kreatywna tworczoscia sama w sobie. Pieknego dnia!

  • Odpowiedz Mcaga 19 kwietnia 2017 at 09:52

    Aga, jak ja Cię rozumiem :) Nie, nie jestem blogerką, ale gdybym była, miałabym na pewno podobne dylematy, bo wydaje mi się, że charaktery mamy podobne. Ja tam uważam, że dobry kontent obroni się sam, chociaż zdaję sobie sprawę, że pewnie to trochę naiwne i dotyczy tylko blogów typu Janson Hunt 😉
    PS Pewnie widziałaś, że jestem w top 10 blogów Travelicious.pl, a Kasi rekomendacje są dla mnie meeega :)

  • Odpowiedz agata 19 kwietnia 2017 at 10:08

    A ja to Ci powiem, że czytając Ciebie zarzuciłam kiełkujacy we mnie czas jakiś pomysł ruszenia z własnym blogiem-bo żem se pomyślała „gdzie mnie do takiej Polki, co konsekwentna w guście, sprawna w piśmie i jeszcze wygledna w obiektywie… :)” i zaczęłam już bez zazdrości i samokatowania, na luzie do Ciebie zaglądać i podkradac co lepsze pomysły, i w ten sposób moje dziecko zaznalo wymarzonego tortu czekoladowego na urodziny i oczekuje go ponownie w piątek na kinderbalu, ktory mam nadzieję wyjdzie piękny bo w realizacji wspierany Twoimi inspiracjami:) także, ten tego – rób co robisz bo robisz to fantastycznie i jestes wspaniała:)

  • Odpowiedz Iga 19 kwietnia 2017 at 10:16

    Laska, no co Ty!? Ty się żadnymi terminami/kontentami/hejterami nie przejmuj, bo przejmować to się powinni ci, którzy sukces opierają na częstotliwości i porze wrzucania posta. Twoją siła jest lekkie pióro, fantastyczna rodzina i dobre oko do zdjęć. Niczego więcej nam nie potrzeba, bo talent sam się obroni. Są blogi na które wchodzę, bo podczas scrollowania rzucą mi się w oko nowe posty. Są też takie na których jestem codziennie, bo poranny rytuał nakazuje mi sprawdzenie czy Polka albo Gusia, z Magicznego Domku, niczego nie wrzuciły. Nie jestem u Ciebie z przypadku, tylko z wyboru – to chyba cenne dla twórcy :).

  • Odpowiedz Andzia_81 19 kwietnia 2017 at 11:20

    Droga Polko.
    Zdarzalo mi sie nie raz wdepnac na inny blog i po paru linijkach pisaniny wychodzilam z takiego czy innego bloga. No jakos mnie nie zainteresowal zaden. Ciebie polecila mi kiedys kolezanka i od razu mi sie spodobal Twoj dowcip i Twoj sposob pisania…
    A te co Cie wkurwiaja to zwyczajnie olej. Jeszcze sie taki nie urodzil co by kazdemu dogodzil…
    Trzymaj sie cieplo i glowa do gory. Dla mnie jestes the best.

  • Odpowiedz KArola 19 kwietnia 2017 at 11:27

    Pani kochana, zdjęcia na blogu to zawsze jest pierwsza klasa! chociaż nie śledzę bloga na bieżąco i nie czytam wszystkich wpisów to obserwuję Cię na facebooku i tam zawsze (albo prawie zawsze, zważając na to co fejs robi z zasięgiem) wyświetlają mi się te piękne fotki, którymi się zachwycam. 31 tyś osób obserwuje Cię na facebooku i niemal tyle samo na instagramie. Ja wiem, że to wciąga i ciągle chce się więcej i więcej, ale to właśnie jest w tym wszystkim niebezpieczne. Bo zaczynamy pokazywać siebie, fakt to się lepiej „sprzedaje” ale przyciąga też tych wszystkich złośników, frustratów i hejterów, którzy wbijają szpile. Nie ma na świecie nikogo kto by się takimi niemiłymi komentarzami nie przejmował, nawet jak dumnie ogłasza, że ma to w poszanowaniu… niby blog żyje kiedy toczą się na nim dyskusje, ale po co wystawiać siebie na nieprzychylności, a nierzadko też swoją rodzinę.

    Zobacz też co mówi Twój partner, co mówią Twoje dzieci kiedy zamiast celebrować czas z nimi robisz zdjęcia, odpisujesz na komentarze. Fajnie się ogląda relacje na snapie, na instastory, piękne zdjęcia na facebooku bo to wszystko jest takie idealne, ale z tej drugiej strony aparatu to smutny widok przyklejonych nosów do telefonów komórkowych. Realne życie, tu i teraz zacznie Ci umykać, będziesz jeszcze bardziej sfrustrowana, musisz znaleźć jakąś równowagę, jakiś sposób na pogodzenie tego wszystkiego.
    Z perspektywy czasu zobaczysz, że stawianie bloga i pracy na pierwszym miejscu nie miało sensu :)

    Trzymam kciuki ! 😉

  • Odpowiedz Asia 19 kwietnia 2017 at 11:46

    Hey.Wczoraj wieczorem jak co wieczor sprawdzam czy juz nowy wpis. ..I tu byly tylko 3 komentarze…dzis rano juz 34 wiec zobacz jak ludzie cie uwielbiaja. ..nie przejmuj sie niczym i nikim…jestes super w tym co robisz Twoje mieszkanie najpiekniejsze w swiecie! !! Podoba mi sie tam wszystko…I nie czytam innego bloga..!!!!pozdrawiam

    • Odpowiedz Sylwia 28 kwietnia 2017 at 09:26

      Hej, ale blog to Jej praca! Musi być na insta, na fejsie i innych cudach. Tak zarabia na życie. A ty, czy ja jak wychodzimy z domu codziennie na minimum 9 godzin to ile czasu spędzamy z rodziną? I tak Aga spędza zapewne więcej czasu z bliskimi niż niejedna z nas pracująca, choć czas na pracę musi sobie wyrywać i to wymaga konsekwencji, wytrwałości i niezwykłej organizacji. Szacun Aga!

  • Odpowiedz edith 19 kwietnia 2017 at 12:01

    Polka, no co Ty. Jesteś najlepsza!

    • Odpowiedz Sylwia 28 kwietnia 2017 at 09:27

      Ups. Ta treść powyżej miała być pod Karoliną :)

  • Odpowiedz kplusmrownasiep 19 kwietnia 2017 at 13:10

    Świetny tekst, nawet mnie ta baba co o częstotliwości pojawiania się starszej córki na zdjęciach pisała, wkurzyła, więc się nie dziwię! Mam nadzieję, że wybaczysz moje pytanie o przepis na bounty mazurka w Wielką Sobotę :) 😉

  • Odpowiedz Asia J 19 kwietnia 2017 at 13:11

    Czytam i jak zwykle uśmiecham się pod nosem. Styl,poczucie humoru i cięty język to jest to co uwielbiam w tym blogu. Mało takich w sieci. Absolutnie proszę nie rezygnować mimo pojawiających się od czasu do czasu wątpliwości. Ps fajnie przeczytać o tych zakulisowych rozterkach blogera. Pozdrawiam serdecznie.

  • Odpowiedz Anul 19 kwietnia 2017 at 13:27

    Czytam Cię od kilku lat i od kilku lat czekam na te posty „co drugi dzień” z utęsknieniem i wielokrotnie przyszło mi do głowy, że to musi być strasznie trudne tak non stop coś wymyślać, robić fajne zdjęcia i dawać ten content z puentą… nie wiem jakie blogi obserwujesz, ale moim zdaniem jest mało (tzn. ja akurat innych nie znam) blogerów, którzy tak regularnie SAMODZIELNIE (bez pomocy współredaktorów) dostarczają treści tak wysokiej jakości jak Ty… mam nadzieję, że od jutra wpadniesz znowu w tryby maszyny i będzie nam się wszystkim wydawało, że jeny ta to potrafi wyrzucać z siebie posty jak z rękawa :)! Powodzenia Aga!

  • Odpowiedz Kama 19 kwietnia 2017 at 13:46

    A ja proponuję przeczytać książkę „chcieć mniej”. Polecam, o ile dla mnie sporo rzeczy w niej jest już moją codziennością to widzę że TOBIE może się przydać. Zawód zawodem ale życie życiem. Masz dwie fajne córki, które kiedyś dorosną i pamiętać będą wybiórczo. Co zapamiętują? Mamę wiecznie z aparatem/telefonem/laptopem czy jednak mamę która miała dla nich czas? Nie wszystkie atrakcje muszą być idealne, muszą ładnie wyglądać na zdjęciach. Powiem Ci szczerze ze ja tez mam wolny zawód i moje biuro jeszcze znajduje się w salonie :p i czasem mam wyrzuty sumienia że albo za mało czasu z dzieckiem bo siedzę i klapie projekty, albo za mało czasu na pracę. Ale nie da się wszystkiego, coś kosztem czegoś. Jak zostałam mamą i zaczęłam czytać blogi parentingowe to w doła nie raz wpadłam bo tam idealnie wyglądający salon a u mnie porozrzucane zabawki, bo tak eko żarcie a u mnie znów parówki. Ale odpuściłem. Mam zabawki na podłodze bo dziecko moje właśnie miało najlepsza zabawę świata, jemy trzeci dzień parówki bo akurat jest parowkowa faza i nic innego nie wmusisz. A zdanie innych? Tu potrzeba dużo dystansu ale czy pytasz świat o to jaka pościel do domu kupić, albo co podać na śniadanie? To po co przyjmujesz się Adamie które najwidoczniej zgorzkniale i niedowartosciowane próbują być fajniejsze od ciebie? Olej to a będziesz żyć spokojniej. A skoro po trzech dniach offline nadal masz czytelników to chyba wszystko ok. A selektywne ich dobieranie to cześć budowania marki ale o tym więcej na priv jakbyś chciała pogadać:) pozdrawiam :)

  • Odpowiedz Monika 19 kwietnia 2017 at 14:07

    Czytam Cię od dawna, ale nigdy nie komentowalam. Zaglądam niemal codziennie i czekam na kazdego posta,ale jesli beda rzadziej-tez ok☺ludzie są zazdrosni -olej to.wszystkim i tak nie dogodzisz.Uwielbiam twoja teksty,zdjęcia i poczucie humoru. „Zarazilam” twoim blogiem siostrę i przyjaciółkę. Pisz dalej i sie nie zniechecaj!!!trzymam kciuki!buziaki dla dziewczynek – sa cudne!!!!

  • Odpowiedz Ola 19 kwietnia 2017 at 14:59

    Pani Kochana, a co sie Pani przejmuje? Olać to :) bo ludzie ZAWSZE będą gadać, szczególnie Ci którzy w dupie byli i gö@€% widzieli (cytat moje Babci a ona nigdy sie nie myli) 😉

  • Odpowiedz Magda 19 kwietnia 2017 at 16:54

    Polko ja czytam tylko Twojego bloga bo jest najlepszy. Od kąd zaczęłam wszystko inne przestało mi się podobać i stwierdziłam, że szkoda czasu na internet.

  • Odpowiedz Aga 19 kwietnia 2017 at 17:11

    Witaj,
    Czytam Twojego bloga od bardzo dawna i uwielbiam. Pierwszy raz zdecydowałam się, jednak zostawić komentarz :) A to dlatego, że właśnie w Święta pomyślałam, że jesteś super babką, że nie zamieszczasz postów w tym czasie tylko poświęcasz czas rodzinie, a nie pracy.

  • Odpowiedz mouselifting 19 kwietnia 2017 at 18:16

    Widziałam ten komentarz na Instagramie, w którym dostałaś w twarz plasterkiem pomidora: nie kochasz starszej córki, bo wrzucasz więcej zdjęć młodszej. Serio, niektóre laski nie mają chyba co robić w domu. Logika argumentacji tej teorii spiskowej po prostu poraża.
    Pamiętaj, że każdy hejter, który marnuje swój czas na pisanie negatywnych komentarzy, ma w tym cel w postaci jakiegoś samospełnienia. A kto musi się w taki sposób podbudowywać? No właśnie.

    Pozdrawiam i życzę łaskawej weny twórczej! :)

  • Odpowiedz Córka Romana 19 kwietnia 2017 at 19:13

    Nie czaję tych zasięgów i innych rzeczy. Ja wchodzę na Twojego bloga i sprawdzam czy coś napisałaś. Są posty które czytam po kilka razy, do innych wracam po kilku miesiącach. Wiele blogów czytałam ale tylko do Twojego czuję taki sentyment. Chciałabym kiedyś poznać taka osobę jak Ty i zaprzyjaźnić się z nią. Jeszcze dobrze o czymś nie pomyśle a Ty zaraz poruszasz ten temat, albo jak z tym Mazurkiem na Wielkanoc, no wyskoczyłaś z tym przepisem jakbyś w moim w moich myślach czytała. Bloguj, rób swoje. Nie będę Ci słodzić ale musisz wiedzieć ze Twoja inteligencja i wyczucie stylu mnie powala.

  • Odpowiedz Marta Nefertari 19 kwietnia 2017 at 20:21

    Podpisuję się pod każdym słowem! Też się czuję w durnym rozkroku. Małż nabija się ze mnie, gdy foty z flatlaya macham. A gdy już ma na nich być moja ręka i proszę go o pomoc… Łooo masz.

  • Odpowiedz Ola 19 kwietnia 2017 at 21:26

    Aga Twój tekst jak zawsze w punkt. pisalam nie raz Twój blog jest najlepszy i nic tego nie zmieni. Jesteś błyskotliwa i po prostu utalentowana, co ja Ci zresztą będę słodzić. Dla mnie jesteś mistrzu 😉 kocham Twoje wpisy, wnętrza, przepisy, pomysły itd. Podziwiam Cię bo jesteś super babka, że nie boisz się pisać tego co naprawdę myślisz. umialas głośno wyrazić swoje poglądy polityczne nie bojąc się stracić czytelniczek z tego wiesz lepszego sortu. 😄 Reszta żałośnie milczała bojąc się narazić. Długo by pisać za co Cię cenię? Rób swoje, dla mnie jestes najlepsza 😃

    Aaaaa 😄😄😄 to Ty nie prowadzisz infolinii całodobowej? Powinnaś być na stanowisku 25 na dobę. Czytelniczka ma pytanie o 2:45 w nocy o przepis na krem albo wymiar klamki do drzwi, a Ty powinnaś udzielić natychmiast wyczerpującej odpowiedzi, przecież blogerką jesteś 😂😂

  • Odpowiedz Kosia 19 kwietnia 2017 at 21:59

    Poza tekstem o kiczowatym jednorozcu – love wszystkie Twoje teksty ❤❤❤ I choc czasem patrząc na te Twoje piekne zdjecia doluje sie i frustruje ze u mnie nie jest tak pieknie, czysto, kolorowo, stylowo, pomyslowo, smacznie, modnie itd itp to i tak Cie uwielbiam 😉

  • Polka Dot
    Odpowiedz Polka Dot 20 kwietnia 2017 at 12:40

    Przesyłam jedno, wielkie, zbiorcze, gorące DZIEKUJĘ!!! ❤❤❤ Choć nie przeżywam aktualnie żadnego wielkiego kryzysu i robię swoje, to jednak czasem się ulewa i lżej się robi na sercu, jak się człowiek podzieli. Jesteście najlepsze! :)

  • Odpowiedz MAGDA 20 kwietnia 2017 at 17:58

    Uwielbiam Twojego bloga, cięty język, piękne zdjęcia i no cóż całość po prostu! Jest się od kogo uczyć! :)

  • Odpowiedz Ada 20 kwietnia 2017 at 19:57

    Twojego bloga znalazłam przypadkiem dosłownie kilka dni temu, ale już go uwielbiam :) chciałam Ci powiedzieć, że ja generalnie nie lubię czytać, wolę oglądać zdjęcia, po kilku zdaniach przydługawych postów przerywam czytanie, ale u Ciebie jest inaczej, człowiek czyta i nawet nie wie kiedy skończył i chce więcej :) zazwyczaj też nie komentuję, chyba że coś mnie zachwyci lub bardzo poruszy. Twój blog to jest idealne połączenie pięknych zdjęć i wspaniałego tekstu, a Ty w tym wszystkim wydajesz się taką „swoją babą” :) zajrzałam na te Twoje ulubione blogi, ale tak serio to mnie tylko zmęczyły. Jesteś naprawdę wyjątkowa taka jaka jesteś i trzymaj się tego , pozdrawiam :)

  • Odpowiedz Annamac 20 kwietnia 2017 at 23:31

    Kobieto jesteś zaje****a , uwielbiać cię czytać, najczęściej po nocy gdy dzieci śpią, bo niestety czas się nie rozciąga 😂 A czas dla dzieci i rodziny jest najważniejszy , czasem warto porzucić robotę. A i na zdjęciach nie widać kurzu 😍 olej hejty a te co czepiają się pierdół to siano w głowie maja i zazdroszczą tekstów , dzieci i chaty extra udządzonej 😄 Dobrej nocy 🙈

  • Odpowiedz TA 21 kwietnia 2017 at 14:40

    pani Agnieszko, mam już dorosłe (prawie) dzieci, mieszkanie urządzone, przepisów wystarczająco dużo znam
    czytam pani bloga bo uwielbiam teksty dowcipne i inteligentne i tak sie tylko czasem zastanawiam :
    moje równie ulubione felietony pani Agaty Passent czy pana leszka Talko ukazująsię drukiem raz na miesiąc
    jak pani daje radę pisaćtak dobrze i tak dużo !!!!! pozdrawiam serdecznie

  • Odpowiedz Zosia 21 kwietnia 2017 at 20:18

    Twoje posty sponsorowane niestety do dupy. Nie ma sensu wciskać ludziom kitu…jak np.zestawy do czyszczenia… które do niczego sie nie nadają. Czy soki które fermentują w lodówce.
    Reszta wpisów ok.
    Pozdrawiam

    • Odpowiedz jb 26 kwietnia 2017 at 09:46

      Nawet posty sponsorowane są u Polki opatrzone świetnym tekstem.

  • Odpowiedz Ilse 21 kwietnia 2017 at 22:05

    Ostatni raz miałaś taki dołek po jakimś bloggers meeting czy czymś takim, co nie? Wg mnie to, że zostawiasz czas tylko dla siebie i swojej rodziny świadczy jak najlepiej o Tobie i o Twojej normalności. Nie sposób podporządkować całego swojego życia potrzebom publiki i jej poklaskowi, nawet jeśli jesteś blogerem. Nie musisz tego robić. Nie śledzę Ciebie na Instagramie, czy FB (bo mnie tam nie ma), ale regularnie zaglądam na bloga. Piszesz świetne teksty, o czym wiesz, regularnie je zamieszczasz (w przeciwieństwie do wielu blogerów, którzy oganiają swoich czytelników fotką kompozycji różnych przedmiotów opatrzoną jednym zdaniem), robisz fajne fotki, do tego masz talent dekoratorski – to się obroni. Nie wyobrażam sobie, żeby nie.

  • Odpowiedz Gabi 22 kwietnia 2017 at 16:38

    Uważam, że za bardzo chcesz się podobać i wiele rzeczy jest robionych pod ” publike” to się niestety wyczuwa.Takie sprzedawanie siebie nie zawsze się opłaca.

  • Odpowiedz Aśka 24 kwietnia 2017 at 18:04

    Nie no nie mogę…muszę napisać jak ten tekst teraz mnie trafił! Wchodzę i nadrabiam tego bloga po przerwie i widzę, (tym samym myślę): Kto jak kto ale Polka nie zawodzi, to co tutaj piszesz, jak przedstawiasz swoje życie jest niezwykłym szacunkiem do czytelników! Obserwuję różne blogi i wkurza mnie monotonia, lans na tych samych rzeczach i pokazywaniu siebie w roli „chodzącej cudowności”. Tutaj tego nie ma! Babko żebyś wiedziała ile powera dają Twoje teksty, jak świetne fotki robisz i jak wiele kobiet chciałoby być tak prostolinijną osobą jak Ty! Nie każdemu by się chciało wkładać w to tyle serca. Za co ja dzisiaj jestem Ci wdzięczna! Nigdy się nie poddawaj!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 25 kwietnia 2017 at 09:14

      o mamo, dziękuję :)

  • Odpowiedz Olkafasolka 27 kwietnia 2017 at 19:15

    Jest to jeden z niewielu postów blogoywych, który udało mi się przeczytać do końca. Zazwyczaj wymiekam po pierwszych dwóch zdaniach,bo jest zwyczajnie nudne i nie lubię czytać w necie. Ale ten przeczytałam i będę zaglądać częściej. Nie tylko dlatego ze twoje życie przypomina mi…moje😊 dwie córki, podobny wiek, brunetka, nie matka wariatka, kochasz skandynawskie wnętrza a nawet mam podobnie urzadzany dom. Tzn. twój jest mega a mój tez by tak chciał. Ale będę tu wracać, bo w twoich słowach jest prawda. Takie właśnie jest życie, nie ma co udawac ze jest tylko pięknie i łatwo, a praca sama się robi. Kobiety to wojowniczki i dużo potrafia znjeść i zrobić, ale ważne zeby umieć o tej walce szczerze mówić i nie wpedzac innych w niepotrzebne frustrację „bo ja tak pieknie nie mam”. Także, dzięki za fajny wpis, koslawe zdjęcia😊i czas poswiecony na to żeby innym bylo miło czytac. Twoja Nowa Fanka😊

  • Odpowiedz Basia 29 kwietnia 2017 at 09:05

    Poleczko, zaglądam do Ciebie regularnie, podziwiam Twoją błyskotliwość, zadziorne poczucie humoru, to, że mając dwójkę dzieci regularnie piszesz, robisz zdjęcia, rozwijasz bloga i całą okołoblogową działalność, a do tego tak wspaniale dbasz o dom. To chyba najbardziej- że Twoje dzieci mają dom pachnący ciastem i obiadem, w którym są kwiaty, atmosfera i czuć rodzinne ciepło, po prostu. Sama mam dwójkę maluszków, aktualnie jestem na rodzicielskim, przede mną masa wyzwań zawodowych, wiele nauki, a wieczorem jestem tak zmęczona, że oglądam zdjęcia na instagramie i idę spać. Wiem, jak to jest mieć wyrzuty sumienia, albo pracoholik co czasu dla rodziny nie ma albo leń. co to olewa obowiązki. W każdym razie, wracając do tematu- podziwiam Cie Polko. Nie porównuj się, jesteś jedyna w swoim rodzaju.

  • Odpowiedz Ania 3 maja 2017 at 15:35

    Droga Polko dot!
    Świetnie piszesz. Ten blog to perełka. A co do zasięgów, to przeciez sa automaty do publikowania. Czekasz z tym super tekstem z czwartku do niedzieli, ustawiasz na fejsa i bloga by z automatu sie opublikowaly teksty (o najlepszej godzinie) i idziesz z dziećmi do lasu, a lajki się sypią 😉😊😚

  • Odpowiedz na „KarinaAnuluj