10
dzieciaki, rozkminy

elektroniczne książki pod choinkę + moja lista czytelnicza na Święta

Przyznaję bez bicia – jak na człowieka, który zarabia pisaniem na życie, przeczytałam w mijającym roku skandalicznie mało książek. I tak – wstydzę się tego, że wciąż biegam, że cały czas tyle mam do zrobienia, że tak rzadko zdarza mi się po prostu usiąść i czytać. Tyle wciąż rozpraszaczy dookoła, taka ta codzienność zabiegana, że kiedy wreszcie docieram do łóżka, jak zwykle za późno, zasypiam po dwóch kartkach, a mądre wyrazy odciskają się jedynie na moim policzku, nie w pamięci.  Żal mi, że weekendy wciąż kręcą się wokół dzieci, domowych zaległości, rzadziej jakichś wieczornych wyjść. Że z lenistwa i zmęczenia częściej wybieram seriale. To jedna z moich największych tęsknot i bolączek. Brakuje mi czytania, zatapiania się w lekturze, zatracania w odległych światach, delektowania słowem. Winię za to nie tylko wieczne zabieganie, masę obowiązków, nie tylko potrzebę łatwego odmóżdżenia się, ale też  – wirtualną rzeczywistość.

I nie jest to tylko szukanie usprawiedliwienia – udowodniono, że częste korzystanie z sieci niesie za sobą konsekwencje na poziomie neurologicznym. Obszary mózgu, wykorzystywane wcześniej, żeby skupić uwagę na tekście linearnym, zmieniają funkcje i zaczynają wspierać naszą biegłość w przeglądaniu zawartości sieci. Jako osoba, która robi w internetach, wciąż scrolluję, klikam, przeskakuję z apki na apkę. Blogi, vlogi, instagramy i jutuby odzwyczajają nas od skupiania uwagi przez dłuższy czas na jednej czynności. Umysł domaga się zmiany bodźca, palce aż świerzbią żeby przescrollować papierowe stronnice. Coraz częściej łapię się na tym, co te technologie ze mną zrobiły, jaką sieczkę mam w mózgu przez ten wieczny multitasking, przeskakiwanie z okna na okno, przerywanie pisania tekstu na maile, fotkę na Insta, na szybki przegląd fejsa. Wciąż rozpraszam się, robię siedem rzeczy na raz, naprawdę ciężko jest mi się skupić na dłuższym tekście. Zauważyłam, że już nawet gazetowych artykułów nie czytam do końca, maksymalnie 2-3 akapity przyswajam na raz i nuży mnie to, czuję impuls, by scrollować dalej.

Jestem zdeterminowana, żeby ten stan rzeczy zmienić. Pragnę powrotu do nocy zarwanych nad cudowną powieścią, marzę, by znów chrumkać ze śmiechu nad czyimś lekkim piórem. Czuję się wykastrowana. Bo to, że niusy, portale, felietony, blogi, czasopisma, książki dla dzieci – to jest tylko jakieś kalekie przeskakiwanie z bodźca na bodziec, płytkie, szybkie, powierzchowne. Gdzie podziała się ta dziewczyna, która przez kilkanaście lat życia nie potrafiła zasnąć bez kilkudziesięciu stron książki? Która do matury miała w małym palcu cały kanon literatury współczesnej? Nie wiem, został tylko jakiś „homo internetus”, biegły w przeglądaniu statusów znajomych na fejsie.

Dobra wiadomość jest taka, że podobno można tę chorobę cywilizacyjną odwrócić. Że książki potrafią zatrzymać, a nawet cofnąć zniszczenia, do jakich doszło w mózgu przez internet. Mają zdolność uleczenia koncentracji, co pozwala na powrót do tej umiejętności – żeby czytać przez kilka godzin bez przerwy, nie sięgając w międzyczasie osiem razy po telefon. To moje marzenie, mój plan i cel. I nie, nie rozpocznę pierwszego stycznia detoksu sokowego, a w raz z nim – w ramach stawania się „lepszą wersją siebie” nie zarzucę „Lalki” czy innej kobyły. Ja tylko czekam na Święta, i na te dni tuż po, pełne rozprężenia, z zalegalizowanym lenistwem przy choince. Pewnie coś tu skrobnę raz czy drugi, ale generalnie zakładam, że po tym przedświątecznym maratonie wpisów, skrobania mogę mieć z lekka dość. I jak się tak narobię – na blogu i w chałupie, jak już tę Wigilię wyprawię, a potem po niej posprzątam, to się tak walnę pod koc w moim świątecznym swetrze, że do Sylwestra mnie nie wyciągną!

Zapasik mam spory, częściowo papierowy, ale w większości – wirtualny. Jako że wciąż nie doczekaliśmy się systemu regałów z prawdziwego zdarzenia, a widok rosnącej sterty książek tylko wywoływał we mnie przykre wyrzuty sumienia i złe myśli o samej sobie – zaczęłam kolekcjonować pliki. O, tak będę z nimi leżeć!

5

4

13

Choć lubię papier, e-booki to dla mnie rozwiązanie kompromisowe – chcę rozpocząć treningi koncentracji, lecz jednocześnie nie będę się wypierać swojej sympatii dla elektronicznych nośników. Myślę, że mój przypadek nie jest jeszcze tak nieuleczalny, żeby mnie korciło przerywać książki na szybki przegląd Insta 😉 No i faktycznie – nie mam aktualnie dobrego mebla na większy księgozbiór, utknęliśmy na tym z powodu braku czasu i różnicy zdań. Mały regał pęka w szwach, stoliki nocne uginają się od lektur, więc ja spróbuję swój kaleki umysł uleczyć nowocześnie – na Virtualo.pl znalazłam ogromny wybór ciekawych tytułów zarówno dla siebie, jak i na prezent.

Bo tak – ebooki można kupować w prezencie, to książka równie wartościowa, co papierowa, a nie powoduje przeciążenia regałów. To świetne rozwiązanie dla chcących więcej czytać – zamieszkujących kawalerki, podróżujących regularnie pociągiem, jeżdżących do pracy autobusem czy wybierających się na wakacje. Wystarczy lekki nośnik – czytnik, tablet, a nawet smartfon i książki mamy zawsze przy sobie, bez konieczności dźwigania wielkiego tomiszcza. To rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę – pozwala uniknąć zakupów w zatłoczonych sklepach albo zamartwiania się, czy kurier zdąży z prezentami przed Gwiazdką.

JAK KUPIĆ EBOOKA NA PREZENT

To naprawdę proste – wystarczy wybrać tytuł, zaznaczyć opcję „kup na prezent”. Na maila otrzymasz plik z voucherem, umożliwiającym pobranie konkretnej książki, można go wydrukować i ładnie zapakować. Jest więc namacalny, fizyczny prezent, który można włożyć pod choinkę – w ładnej kopercie albo zwinięty w rulonik, owinięty ozdobnym papierem, opleciony wstążką.

karta
Aby obdarowana osoba mogła zrealizować taki voucher, musi tylko założyć konto w Virtualo, kilknąć w opcję „realizacja kodu”, gdzie podaje kod z vouchera i plik pojawia się na koncie w zakładce „Moja Biblioteka”. Stamtąd można go sobie pobrać na dowolny nośnik. To bardziej spersonalizowana forma obdarowania elektroniczną książką, sposób by wykazać się znajomością czyichś zainteresowań.

Jeśli jednak nie wiemy, jaki tytuł wybrać, można zdecydować się na voucher na punkty – to działa jak standardowa karta podarunkowa. Możemy kupić na prezent okrągłą ilość punktów za okrągłą kwotę, o, TUTAJ albo wpisać dowolną ilość punktów – system przeliczy, jaka to kwota do zapłaty (i do wydania na voucherze). 1 punkt = 1 grosz. Czyli np. 1000 punktów = 10 zł. Za punkty można wybrać dowolny tytuł bądź tytuły mieszczące się w kwocie, na jaką bon został zakupiony przez osobę obdarowującą

224560

6

1

10

12

11

3

14

2

Prezentów Wam nie pokażę, bo rodzina jest na sali 😉 Za to chętnie podzielę się moimi wyborami na to poświąteczne leniuchowanie. Repertuar jest zróżnicowany – tytuły lżejsze i trudniejsze, macierzyńskie, kulinarne, lifestyle’owe i społeczne.

Oto moja lista czytelnicza z Virtualo na najbliższe tygodnie:

„Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia” – Lola A. Akerstrom
„Polska odwraca oczy” – Justyna Kopińska
„Krystyno, nie denerwuj matki” – Michalina Grzesiak
„Delfin w malinach. Snobizmy i obyczaje ostatniej dekady”, opracowanie zbiorowe – tutaj
„Matka Polka  Feministka” – Joanna Mielewczyk
„Magia Olewania” – Sarah Knight
„White Plate. Na zdrowie” – Eliza Mórawska
„Smakoterapia” – Iwona Zasuwa

Choć dziewczyny częściej niestety widują mnie ślęczącą przed komputerem, niż uwaloną z książką, na szczęście nie wpłynęło to na razie na ich zainteresowanie czytaniem. Obie to uwielbiają, żadna nie chce zasypiać bez choćby kilku stron czy krótkiej opowiastki. O ile w przypadku Hani to jeszcze wspólne lektury kolorowych, papierowych wydawnictw, tak Zośka jest już poważnym pochłaniaczem książek. To dla mnie wielka frajda i duma, że czyta szybko, na głos – bardzo ładnie, i przede wszystkim  – dużo. Wciąż dokupujemy jej kolejne odcinki ulubionych serii, ciągle pożycza nowe tytuły ze szkolnej biblioteki, a teraz jeszcze doszedł ten najnowszy sposób – e-booki. Virtualo ma naprawdę duży wybór pozycji dla starszych dzieciaków, na początek wybrałyśmy:

„Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości” – Andrea de la Barre de Nanteuil
„Noah Ucieka” – John Boyne
„Pokój NIEgościnny” – Grzegorz Kasdepke
„Tajemniczy Ogród” – Frances Hogson Burnett

27

19

24

22

23

26

25

>> 20% RABAT NA E-BOOKI <<

 Na wszystkie książki, które dla nas wybrałam otrzymacie teraz w Virtualo 20% rabat!

I jeszcze dodatkowo na „Sumę drobnych radości”, niejakiej Burskiej – Wojtkuńskiej, tak po znajomości 😉

Wszystkie przecenione tytuły znajdziecie pod tym linkiem (klik).

30

29

AUDIOBOOKI

Fajnym pomysłem na prezent są też audiobooki, zarówno te dla dorosłych (świetne do słuchania w samochodzie czy podczas podróży pociągiem), jak i dla dzieci. Wiele maluchów lubi zasypiać przy spokojnej bajce, inne lubią, gdy opowieść leci w tle podczas rysowania czy zabawy. Na Virtualo znajdziecie ogromny wybór audiobooków dla dzieci, możecie je pobrać na laptopa, smartfona czy odtwarzacz mp3.

Dorosłym polecam między innymi słynne Food Pharmacy:

A dla dzieci fajny będzie „Reksio i Pucek” albo „Mam prawo” Grzegorza Kasdepke.

aJe także można kupić w formie plików mp3 na Virtualo, albo – jeśli wolicie mieć płytę CD – zamówcie ją w Bibliotece Akustycznej (klik).

32
nasze swetry – świąteczna kolekcja Medicine.

 Wpis powstał we współpracy z Virtualo.pl – księgarnią intenetową, oferującą ebooki, audiobooki i prasę elektroniczną.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

30 Komentarze

  • Odpowiedz Łucja 13 grudnia 2017 at 08:28

    Ja „Magii olewania” nie polecam, taka zbitka pseudomądrości, gdzie słowo „olewanie” to ma być chyba „nowa asertywność”, słabe…

  • Odpowiedz Maga 13 grudnia 2017 at 09:35

    Ja jednak lubię papier, ale to niestety prawda, że książki zajmują strasznie dużo miejsca. My mamy 5 regałów hemnes z ikei i zaczyna już powoli brakować miejsca. Mimo to jakoś nie wyobrażam sobie czytania na tablecie. Jeśli kiedyś zdecyduję się na e-booki, to jednak postawię na czytnik – e-papier wydaje mi się bardziej przyjazny dla oczu niż ekran tableta.
    A jeszcze ciekawostka – słyszałam gdzieś, że czytać lubią te dzieci, które widzą swoich rodziców czytających. Postrzegają wtedy czytanie jako atrakcyjną formę spędzania czasu. I nie ma znaczenia czy dziecko lubi, kiedy się czyta jemu – to lubi większość dzieci, a nie każde lubi potem czytać samo.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 13 grudnia 2017 at 09:46

      To prawda, też tak słyszałam, zresztą to podobnie jak z większość pozytywnych nawyków, jak i negatywnych wzorców.

  • Odpowiedz Mila 13 grudnia 2017 at 11:22

    To samo zawazylam u siebie…ta dekoncentracje po przeczytaniu kilku zdan 😉 Ale walcze z tym jak tylko sie da, zwlaszcza ze czytam w trzech jezykach, zeby ich nie zapomniec i wzbogacac slownictwo.
    Sama bylam kiedys zagorzalym obronca ksiazek papierowych – bo zapach, bo dotyk, bo to szeleszczenie cudne itd.itp. wszystkich zameczalam tymi moimi wynurzeniami dopoki…nie skorzystalam przez 2 tygodnie z czytnika! No i sorry, ale jednak lekka waga, dostepnosc tylu pozycji pod reka no i – mega wazne – swiatlo! wiec mozliwosc czytania w ciemnosci bez przeszkadzania innym. Naprawde trudno z tym wygrac nawet najpiekniej pachnacemu papierowi…i mimo ze caly czas kupuje co jakis czas ksiazki papierowe, glownie ze wzgledu na zdjecia albo kiedy chce zachecic dziecko do jakiejs lektury a kiedy tak sobie lezy na widoku to wiadomo 😉 to jednak czytnik to moj najwiekszy skarb, jest zawsze ze mna i nie wyobrazam sobie czytania bez niego.

  • Odpowiedz Dorota 13 grudnia 2017 at 11:51

    Polko możesz polecić książki, które zainteresowały Zosię? Mam 9- latkę w domu, która uwielbia czytać więc może coś podpatrzę. Ja polecam Magiczne drzewo, które wciągnęło całą naszą rodzinkę, Nellę, serię o Lasse i Mai, Karolcie oczywiście, Babcia rabuś a ostatnio Niech żyją dziewczyny :-) Miłego dnia :-)

  • Odpowiedz Maga 13 grudnia 2017 at 13:43

    W tym zestawieniu brakuje mi książek, które można by określić mianem Literatury przez wielkie L. Same reportaże, poradniki i inne tym podobne pozycje. Owszem, to się przyjemnie czyta, pewnie można się jakichś ciekawostek dowiedzieć, ale to nie jest coś, co porusza (no, poza „Polska odwraca oczy”) i skłania do przemyśleń.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 13 grudnia 2017 at 14:56

      To prawda, zaczynam lajtowo. Trochę wypadłam z obiegu literatury pięknej, na pierwszy rzut wybrałam takie pozycje, o których już słyszałam, albo które są bliskie moim zainteresowaniom.

  • Odpowiedz Karo 13 grudnia 2017 at 13:58

    Tym wpisem trafiłaś u mnie w dziesiątkę! Przez ostatnie pięć lat, czyli od czasu kiedy jestem mamą, czytałam prawie wyłącznie poradniki dla matek, książki kucharskie i książki dla dzieci 😯 Strasznie mnie to wkurza, że się tak czytelniczo uwsteczniłam. Ostatnio postanowiłam coś z tym zrobić i obiecałam samej sobie więcej czytać. Dzieci już troszkę podrosły, więc mogę łatwiej znaleźć choć odrobinę czasu dla siebie. Obecnie jestem na etapie wyszukiwania jakichś ciekawych tytułów, więc Twój post trafił się jak znalazł 😊 zakupiłam właśnie trzy książki. Sponsor wpisu się ucieszy 😁 Po cichutku liczę na więcej wpisów z takimi książkowym inspiracjami 😊

    • Polka
      Odpowiedz Polka 13 grudnia 2017 at 14:54

      Jeśli tylko mi uda się zrealizować swoje postanowienie, to obiecuję dzielić się inspiracjami :)

    • Odpowiedz Maga 13 grudnia 2017 at 17:56

      Polecam „Króla” Twardocha. Czyta się to jak najlepszy kryminał, a zakończenie dosłownie miażdży.

  • Odpowiedz Ola z creatity.pl 13 grudnia 2017 at 18:13

    Miałam dokładnie ten sam przypadek co Ty. Od klikania na komputerze po prostu chyba „uśpiłam” swoje połączenia neuronowe odpowiedzialne za koncentrację nad książką. Mieszkam za granicą i wysyłanie książek papierowych jest nieopłacalne. Nawet byłam w takich sytuacjach, że znajome rozmawiały o jakiejś książce i jak padało pytanie co ostatnio czytałam to paliłam buraka i mówiłam „Netflix”.

    Nie chcę być złym duchem i namawiać do zakupów, ale to własnie Kindle od Amazona mnie uratował. Kiedyś czytałam na iPadzie i myślałam, że jak się oczy męczą od urządzeń to od wszystkich tak samo. Więc już nic nie czytałam. Dopiero jak zamówiłam sobie czytnik to wróciłam do ebooków. To ogólnie jest kwestia jednej przeczytanej książki. Najlepiej wybrać sobie jakąś serię i się wciągnąć. Ja tak zrobiłam z serią Kwiatem Paproci, Katarzyny Miszczuk – lekka, przyjemna i szybko się czytało.

    Ebooki są najlepsze, papierowe książki wywołują u mnie jakiś podświadomy strach. Może dlatego, że moja teściowa ma tysiące książek. Na regałach się nie mieszczą więc stoją w przedpokoju, w kuchni, w sypialniach, w jadalni pod stołem. No gdzie nie zaglądniesz tam jakaś książka leży 😀

  • Odpowiedz ela 13 grudnia 2017 at 21:01

    Audiobooki to totalna porażka.
    Mam jednak nie używam, wersja papierowej pachnącej książki to jet to !!!

  • Odpowiedz Syla 13 grudnia 2017 at 21:44

    Polko! Przepraszam, że tym pytaniem sprofanuję zapewne Twój jak zawsze świetny wpis, ale interesuje mnie skąd Twój dywan? :)

  • Odpowiedz aga i druzyna 13 grudnia 2017 at 22:01

    Hmmm… trochę mnie rozczarowała ta lista. Polecane są książki, które można znaleźć ma co drugim babskim koncie w instagramie. Tylko Trufli i Sekretnego zycia drzew zabrakło 😉. Polko wiem, ze stać Cię na więcej.

    • Odpowiedz Maga 14 grudnia 2017 at 08:41

      W blogowo – instagramowym światku tak to chyba właśnie wygląda. Ja polecę Twoją książkę, Ty moją, plus jeszcze prezenty od wydawnictw i tak powstają tego typu listy.

  • Odpowiedz Magda 13 grudnia 2017 at 22:30

    Polko polecam książki Margaret Atwood. Zacznij może od Opowieści Podręcznej. Wbije Cię w fotel i osiągniesz po następną zanim się obejrzysz. Zobaczysz!

    • Odpowiedz Maga 14 grudnia 2017 at 08:40

      Nie podzielam tych zachwytów. Jak dla mnie to ta historia jest zbyt wydumana, chociaż czyta się to w sumie spoko. Książka która dała mi do myślenia o wiele bardziej to „Uległość” Houellebecqa. To jest dopiero trafna diagnoza współczesnej europejskiej cywilizacji. Fakt, że napisał to właśnie ten autor, człowiek będący sztandarowym przykładem zniszczonego przez nałogi cynika, budzi jeszcze większą refleksję. Mam tylko nadzieję, ze wizja autora nie jest jednak prorocza.

      • Odpowiedz Magda 15 grudnia 2017 at 12:42

        Uległość też świetna!

    • Odpowiedz ewelina 14 grudnia 2017 at 10:09

      tak, o tym samym pomyślałam,…

  • Odpowiedz Magda 13 grudnia 2017 at 22:31

    Sięgniesz nie osiągniesz….

    • Odpowiedz Mila 14 grudnia 2017 at 09:19

      A u mnie wlasnie „Uleglosc” pozostawila wielki niedosyt…pomysl bardzo ciekawy, dlatego oczekiwania czytelnika sa spore a tu…no wlasnie 😉 chociaz to zalezy na pewno od zainteresowan czytajacego, czy bardziej interesuje go polityka czy wymiar filozoficzny zmian.
      A co do wizji zmiany panstwa europejskiego w Kalifat to coz, krok po kroczku…i wlasnie sposob w jaki ten proces zostal pokazany jest oryginalny – inteligentne, stopniowe przejecie wladzy a nie jakies bum! i nagle wszystko jest nasze 😉
      Na pewno ta ksiazka pokazuje klimat spoleczny panujacy w panstwach zachodnich, obawy i leki obywateli Francji, Niemczech, Szwecji.

      • Odpowiedz Maga 14 grudnia 2017 at 11:21

        Będę bronić tej pozycji jak lwica 😉
        To prawda, że zakończenie jest mało dramatyczne, ale moim zdaniem właśnie dlatego jest takie prawdziwe i pokazuje bardzo dokładnie czym jest tytułowa uległość. Jest to też jedna z książek, której tytuł jest tak niesamowicie wymowny, że naprawdę nie ma chyba takich wiele.

  • Odpowiedz justyna 14 grudnia 2017 at 09:36

    Ja ostatnio właśnie się zaczytuję Katarzyną Puzyńską. Wiem, że może nie jest to zbyt ambitna literatura, ale mnie odpręża znakomicie i co wieczór czekam, aż dom zaśnie i wtedy mam czas na lekturę. i oczywiscie tylko i wyłącznie wersja papierowa.

  • Odpowiedz Senna-sowka.pl | rożek dla noworodka 14 grudnia 2017 at 15:38

    To prawda, w dzisiejszych czasach brakuje ludziom chwili na poprzekładanie stron książki. Czytanie daje prawdziwą radość! Pozdrawiamy serdecznie -Senna-sowka.pl

  • Odpowiedz Katara 14 grudnia 2017 at 15:39

    A ja uważam, że nie każdy musi czytać literaturę przez wielkie L, jak ktoś wyżej napisał. Ja wyznaje zasadę, niech każdy czyta, ogląda, co mu się podoba. Ja nie lubię polskich seriali tasiemców, ale nigdy nie powiedziałam koleżankom, że to mało ambitne seriale i są o wiele lepsze.

    • Odpowiedz Maga 14 grudnia 2017 at 17:47

      Ja nie napisałam przecież, że każdy musi, tylko że brakuje mi takich pozycji na tej liście. Dla kogoś, kto kocha literaturę ta lista jest zwyczajnie rozczarowująca.

    • Odpowiedz Mila 15 grudnia 2017 at 08:56

      Zakonczenie jest chyba wlasnie dramatyczne, bo takie…prawdziwe. Pokazuje tak dobrze nature ludzka, ze jest naprawde dosc przerazajace :/
      Ksiazka nie jest absolutnie zla i polecam ja z czystym sumieniem.
      Zgadzam sie co do tytulu.

      A i Polko – pisalas, ze lubisz ksiazki o silnych kobietach wiec polecam z calego Sarah Lark i jej serie nowozelandzka i wszystkie inne tez. Duzo interesujacych i swietnie opisanych charakterow, zawile losy rodzinne, widac, ze zycie nie jest rozowe i o swoje trzeba walczyc plus bajeczne opisy Nowej Zelandii :))

  • Odpowiedz Marta 14 grudnia 2017 at 20:39

    nie lubię czytników Ani tym bardziej tableta do czytania.Książka to Książka.papier musi być. polecam korzystanie z biblioteki, sama zapelnolam wiele regałów książkami a teraz regularnie wypozyczam.polecam

  • Odpowiedz mala_Mi 16 grudnia 2017 at 22:28

    Ja (żona i matka, dwojga, syn prawie 8 i córa prawie 5) z lubością wracam do Camusa, Mankella, smakuję każde zdanie… i nie mam na myśli jedynie cyklu o Wallanderze, choć również. Mankell napisał w życiu wiecej, niż tylko Wallandera :) też tak mam, że bez książki nie zasnę. Jest i Jesper Juul, jest i coś o zdrowiu, ale jest i koniecznie coś ambitniejszego.
    Dziś w ciągu dnia przeczytałam dzieciom 6 książeczek. Tylko 6, bo po angielsku i czytam najpierw w oryginale, potem tłumaczę – po godzinie i 6 różnych historiach wszyscy troje mielismy dość :) Wieczorem NIE MA opcji zasnąc bez czytania. Jest po 22, a mój ośmiolatek – po wspólnej lekturze 6 anglojęzycznych w ciągu dnia i jednego rozdziału Baśnioboru na dobranoc (po polsku, hehe) dalej… czyta. Coś dla siebie. Czyta jak opętany. Na świetlicy szkolnej wśród gwaru dzieci – czyta. Dobija do 200 stron w krótkie popołudnie, codzień pożycza z biblioteki tom lub dwa. Marzy o tym, by mieszkać w domu, który jest biblioteką :)
    Dlaczego?
    Bo ma matkę nawiedzoną bibliofilkę hahaha, i widać przesiąkł.
    Książki górą!
    Czytamy papierowe, kiedy tylko się da. Kindel lata ze mną w delegacje i jeździ na urlopy. Ale jednak te ponad 365 książek rocznie (dorosłe + dziecięce) się czyta :)
    Pozdrowienia!
    ( i sorry, że tak długo, ale ja o książkach mogę w nieskończoność)

  • Odpowiedz Ange76 19 grudnia 2017 at 12:50

    Polko, też tak miałam. Teraz, z perspektywy matki starszych (niż Twoje) dzieci stwierdzam, ze to taki etap. Nie sadzę, żeby Ci ie z neuronami coś robiło 😉 Po prostu Twoje dzieci nadal potrzebują dużo uwagi. Moje maja już swoje zajęcia i zainteresowania (na szczęście tez chętnie czytają), wiec nieraz trafia mi się pół niedzieli na czytanie.

    Poza tym, uważam, że nie ma sensu porównywać tego, co było kiedyś (jak nie miałaś dzieci i tylu obowiązków), albo patrzyć ile czytają inni. Każdy czyta inaczej, jeden szybciej, inny wolniej. każdą książkę czyta się inaczej. Jak czytam Prousta, to przed snem bywa, ze przeczytam jeden ekran Kindle, a jak czytam Kate Atkinson (polecam tę autorkę bardzo!), to nie wiem, kiedy mija godzina, choć nie jest to kategoria całkiem łatwa, lekka i przyjemna. Najważniejsze, żeby czytać :)

  • Odpowiedz na „MilaAnuluj