8
Obiady, Przepisy

drugie życie pieczeni – zapiekanka makaronowa

„Jak się ma zmarnować, trzeba zjeść i odchorować” – mawia zawsze mój tata, pochłaniając ze smakiem trzydniową zupę, twaróg po terminie ważności czy inne podeschnięte pyszności. Tymi aktami samopoświęcenia, mimo że wywoływały one niejednokrotnie obrzydzenie i trwogę w całej rodzinie, nauczył mnie roli samca w domu. Zinternalizowałam podświadomie, że oprócz trzepania dywanów, naprawiania wszelkich rzeczy zepsutych oraz zmywania po obiedzie, samiec powinien pochłaniać (mniejsza, czy ze smakiem) przeterminowane i podeschnięte pyszności, ratując je przed (tyle smutnym, co obrazoburczym) lotem do śmietnika. Wiecie, to takie prawo z gatunku naturalnych – że słońce wschodzi i zachodzi, kobiety rodzą dzieci, a mężczyźni wyjadają resztki. Oczywista oczywistość, rzecz bezdyskusyjna po prostu.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy założywszy własne gospodarstwo domowe z – jakby nie patrzeć – samcem, nie widywałam go nigdy wyjadającego zgliwałych twarogów, przysychających piętek chleba, co tam trzy-, dwudniowych nawet zup! Jakiż był smutek mój, gdy odkrywałam przykre losy niedojedzonych makaronów, odłożonych na później kasz, spleśniałych bułek, porastających szarawym mchem jogurtów! Szok i niedowierzanie – że jak to, kurde, nie masz ochoty? Ja nie mam ochoty krwawić w bólach co miesiąc, a krwawię, taki mój los kobiecy. A męska rzecz – wyjadać resztki, choćby z narażeniem zdrowia, to przecież taki współczesny akt heroizmu i troski o stado. Zjeść, zanim kto inny się zlituje i przypłaci biegunką. Manifestacja odwagi i odporności. Zasrany obowiązek!

Niespecjalnie nawet jakoś chciałam uwzględniać tu kontekst ewolucji wzorca męskości.  Nie interesowało mnie, że oto mój małżonek reprezentuje odmienny, doskonalszy jakby nie patrzeć – wzorzec męskości bardziej wszechstronnej, bardziej zaangażowanej w sprawy domu i dzieci, bardziej emocjonalny i empatyczny. On przecież, pozostawiając resztki obiadowe na pastwę pleśni i bakterii gnilnych, gwałcił odwieczne prawo natury!

Chciałabym napisać w tym miejscu, że się zreformował, że nabrał ochoty, albo przynajmniej wprawy w samopoświęcaniu się. Niestety, nic z tych rzeczy. Kiedy pytam z wyrzutem, czemu serniczka nie dojada po Świętach, że przecież zaraz trzeba będzie wyrzucić, wciąż słyszę, że mu się przejadł, że nie ma ochoty. Ochoty, psiamać! Przyzwoitości nie ma, szacunku do jedzenia, poczucia obowiązku – tego na pewno. I koniec rozmowy, nie przekonasz, nie pogadasz – nie zinternalizował i już, nie czuje bazy. Wierci dziury w ścianach, naprawia wszelkie rzeczy zepsute, od czasu do czasu nawet obiady gotuje, potem kąpie córki, kładzie spać i sam zasypia spokojnie, bezczelnie czując się jak mężczyzna w domu, a wczorajsza pomidorowa kiśnie po cichu w lodówce.

Po dziesiątkach irytujących nawyków, które udało mi się przez te 13 lat wyplenić, po kolejnych dziesiątkach sukcesów edukacyjnych w zakresie obowiązków domowych, musiałam ze smutkiem przyznać, że mam do czynienia z niezrozumieniem z gatunku kulturowych barier nie do przeskoczenia. Nie przeskakujemy więc, nad zgliwiałymi twarogami płaczę, skisłych pomidorowych żałuję, a w przebłysku refleksu przerabiam resztki obiadowe, dając im drugie życie zamiast lotu do śmietnika.

zapiekanka makaronowa

zapiekanka makaronowa

zapiekanka z makaronu

makaron zapiekany

5

resztki z pieczeni

makaron z cukinią

Zapiekanka makaronowa z resztkami pieczeni, cukinią i porem

(4 porcje)

Składniki:

  • 3/4 opakowania makaronu (penne, farfalle itp.)
  • 2 porcje (plastry ok.2 cm) pieczonej szynki wraz z sosem
  • 1 nieduża cukinia
  • 1/2 dużego pora
  • 2-3 plasterki sera (użyłam żółtego, ale świetnie pasuje tu mozarella lub pleśniak)
  • sól, pieprz
  • opcjonalnie: zioła (u mnie świeży tymianek) i pieczarki (kilka sztuk)

Przygotowanie:

  • ugotować makaron
  • cukinię i pora umyć i pokroić w cienkie plasterki (w przypadku pora skroiłam z obu stron – połowę białej, połowę zielonej części, środek został do kolejnego dania) i poddusić na maśle (używam klarowanego) do miękkości (przyprawić solą i pieprzem, jeśli dodajesz także pieczarki, duś je razem z cukinią i porem)
  • pieczeń pokroić w kostkę
  • naczynie do zapiekania posmarować masłem lub oliwą, ułożyć połowę ugotowanego makaronu
  • na makaronie rozrzucić równomiernie: cukinię z porem i kawałki mięsa (pochlapałam też makaron niedbale resztką sosu pieczeniowego)
  • na wierzchu ułożyć resztę makaronu, posypać startym (pokrojonym drobno) serem i ziołami
  • piec ok. 15 minut – zapiekanka ma się lekko zezłocić, ser rozpuścić (jeśli danie jest z lodówki, piecz dłużej, ale przykryj je najpierw folią aluminiową lub pokrywką, zdejmij ją po kwadransie, żeby wierzch się zrumienił – piecz jeszcze ok. 10 minut)

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

19 Komentarze

  • Odpowiedz Cotakpachnie? 15 października 2016 at 10:24

    hahaha jakbym o moim mężu czytała, też nie chce resztek wyjadać… obiad codziennie inny najlepiej, ale jak przerobię na co innego to zje :)

  • Odpowiedz Kornelia 15 października 2016 at 10:39

    Ufff…mój na całe szczęście jest jak odkurzacz, zje wszystko co zostaje. Jeszcze dopytuje czy aby na pewno jest to wystarczająco nieświeże bo przecież innego jedzenia w domu nie uświadcza 😁 To oczywiście żart, żeby ktoś nie pomyślał, że chłopa zepsutymi resztkami karmię 😉

  • Odpowiedz Małgosia 15 października 2016 at 10:47

    Wpis – majstersztyk, przepis – pychota! Uśmiałam się i nabrałam ochoty na zapiekankę makaronową z resztek, jak to się jadało w dawnych czasach u mnie w domu. :)

  • Odpowiedz Olcia 15 października 2016 at 11:25

    Ha ale się uśmiałam, dokładnie tak jak u mnie:) Przepis ekstra, tylko w taki sposób udaje mi się przemycać resztki na następny dzień! Na szczęście moi chlopcy kochają makarony w każdej postaci;)

  • Odpowiedz Kinga 15 października 2016 at 11:38

    To drugi post, po „sałatka o smaku mojej matki”, który mnie rozwalił. Wpis rewelacja! Przeczytałam mężowi, śmiał sie nie mniej niż ja! Ba, nadal się usmiecha. Rzeczowo, prawdziwie, bez lukru tak jak lubię. Mrs Polka you made my day! Dzięki :) dobrego weekendu dla Was. p.s. u mnie w domu rodzinnym tata również pełnił funkcję odkurzacza. Przeżyłam podobny szok, gdy okazało się, że to nie jest domeną samców. W odróżnieniu od Ciebie, ja wciąż przekonuje, a gdy słyszę słynne „przejadło mi się” albo czyste ” nie moge” to, o zgrozo resztki dojadam sama. Na tę okoliczność od znajomych dostałam książkę „Gotuj sprytnie jak Jamie. Kupuj mądrze. Gotuj z głową. Nie wyrzucaj” :))

    • Odpowiedz Aneta 15 października 2016 at 21:32

      Zgadzam sie w 100%. Jak zaczelam czytac post to pierwsze co przyszlo mi na mysl to post o salatce. Haslo „ze mu sie przejadl” rozwalilo mnie. Smieje sie w glos. Polko jestes dla nas Kolorem w tym szarym zyciu. Uwielbiam Cie😘

  • Odpowiedz anka z whitestoku 15 października 2016 at 14:28

    Mój jest z gatunku wole przechorowac niż zmarnować:) Oczywiście wzdycha, ze ciężki jego los, ale dzielnie sobie radzi:)

  • Odpowiedz Alice 15 października 2016 at 15:45

    Mój również jest oporny na jedzienie trzydniowego obiadu. Dlatego to idealny pomysł, grunt w tym że brakuje sosu😔😔😔 Mój makaron nie może być „suchy” bo inaczej zostanie połączony z morzem ketchupu…tak zawsze robi mój mężczyzna😞 A ja czasami takie pyszności szykuje i giną marnie pod tym keczupem…jaki sos do tego przepisu doradzacie?

  • Odpowiedz Ewelinamami 15 października 2016 at 20:17

    Mój zjada resztki i ostatki i za to piękny i gładki :-)

  • Odpowiedz Marta 15 października 2016 at 20:47

    Polko jesteś zadowolona z tych talerzy z Ikea? Nie rysują się?

  • Odpowiedz meaart 15 października 2016 at 21:36

    U nas mężu dojada to, czego pieski mogą nie chcieć :-) albo to, co mogłoby pieskom zaszkodzić 😉
    Przepis super, wypróbuję :-)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 października 2016 at 08:00

      haha, wzruszające poświęćenie!

  • Odpowiedz Justyna :) 15 października 2016 at 21:43

    mój samiec z kolei zawsze jak ma zjeść cos, co mu już nie pasuje, to wtedy nagle cały dzień nie jest głodny (choć zawsze apetyt ma jak wilk).

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 października 2016 at 08:00

      o, to to właśnie, drugi taki cwaniak jak mój 😉

  • Odpowiedz Monika 17 października 2016 at 08:06

    Mój to z tych co pięć razy wącha świeżo otworzone mleko. Czasem do lunchowki wrzucę lekko obslizłą paprykę ale muszę uważać bo jak dostal raz lepiący chleb to oskarżył mnie o zamach na jego delikatny żołądek. Jaka jest moja radość gdy szwagra goszczę – żeberk z zupy obgryzie i cebulę z selerem z rosołu prosi zmiksować na koktajl elektryczny – to jest poczucie obowiązku.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 października 2016 at 07:57

      wow, dla szwagra szacun, a te nasze francuskie pieski trzeba hartować dalej! 😉

  • Odpowiedz Ewa Ch. 18 października 2016 at 23:05

    Fantastyczna! W niedzielę robiłam szynkę gotowaną w Coca-Coli i trochę mi się rozpadła. Czego nie zjedliśmy wrzuciłem do zapiekanki wg Twojego przepisu…wyszło bosko!
    A drugi MojTwoj przepis ulubiony, to tarta z kurkami i boczkiem… Miodzio… Kobieto jesteś pyszna!

  • Odpowiedz Karolina ww 21 października 2016 at 09:03

    No to resztek drugie życie w tym wypadku wygląda znakomicie i bardzo smakowicie :) Przepis podkradam i serdecznie zapraszam na mojego bloga http://misioszuszki.blogspot.com/

  • Odpowiedz Iza 23 października 2016 at 19:04

    Dziś skorzystałam z przepisu. Rewelacja!!! Na stałe zagości w naszym Menu 😉 jak już kilka innych przepisów, z których skorzystałam 😉 dzięki!

  • Zostaw coś po sobie