26
Dzieciaki, Jak żyć

do czego służą weekendy

Mimo, że już niemłoda jestem, wciąż jeszcze zdarza mi się popełniać weekendowy błąd frajerski. Polega on na tym, że na te dwa, dziwnie krótsze od pozostałych dni, naplanuje człowiek tyle, że w połowie soboty marzy o poniedziałku. Ja już od środy na większość pytań oraz zaprzątających moją głowę myśli odpowiadam (sama sobie i najbliższym) – „w weekend”. „Kiedy pójdziemy na rolki?” – „w weekend”. „Mamo, a czy możemy iść teraz na lody?” – „nie teraz, kochanie, pójdziemy w weekend”. Kiedy odwiedzić babcię, umyć podłogi, wysprzątać łazienkę, pochować zimowe kurtki, spotkać się ze znajomymi, iść na zakupy, wysprzątać i obsadzić balkon? – Jasne, że w weekend! Kiedy więc wstanę (później niż zazwyczaj, bo przecież jest weekend), zjem śniadanie (nieśpiesznie  – wiadomo) i w okolicach dziesiątej, wciąż w piżamie, próbuję ogarnąć umysłem, jak spędzimy ten wyczekiwany od poniedziałku czas, wychodzi mi, że weekend powinien mieć ze cztery dni co najmniej, żeby zrealizować wszystkie plany. I wiecie co? Zdarza mi się naprawdę łapać stresa z tego powodu, niejeden sobotni poranek spędziłam spięta i podminowana od tego chaosu w głowie, który powstaje, kiedy część mnie chciałaby się rzucić w wir porządków i nadrabiania domowych zaległości, a druga czuje, że nie po to zostały stworzone te dni, kiedy jesteśmy wszyscy razem. To może się wydawać banalne, ale ten temat zaprząta mi głowę od lat – jak podzielić dwa dni między obowiązki i przyjemności, żeby było optymalnie, zdrowo, miło i produktywnie jednocześnie? Obowiązek rekreacji nieraz ciążył mi, bo czułam, że nie mam ani chwili, żeby odzyskać kontrolę nad różnymi sprawami, na które brakuje czasu i siły w dni robocze. Czułam się jak stary zgred i ostatnia nudziara, kiedy jako jedyna w domu, między kina, wycieczki i inne uciechy próbowałam wpleść porządki w szafach czy segregację starych gazet. Niejedna frustrująca wymiana zdań się między nami na ten temat odbyła, zanim uzmysłowiłam lekkoduchowi, że nie da się w weekendy li tylko obijać i rozrywać. W toku rodzinnych negocjacji przestałam być wreszcie wyzywana od faszystek i tyranów, bo i takie epitety pojawiały się, zanim wypracowaliśmy konsensus.

Oczywiście ostatnią rzeczą, jaką bym chciała, żeby moje córki zapamiętały z dzieciństwa są soboty i niedziele przesiedziane w domu, widok matki ze szmatą i ojca z odkurzaczem. Wiem też, że jeśli poddałabym się idealistycznym wizjom mojego małżonka, jakoby weekendy służyły wyłącznie relaksowi, kolejny tydzień rozpocznę nerwowo, a lista spraw do ogarnięcia będzie się tylko wydłużać. Nie urządza mnie też taka sytuacja, w której ojciec i dzieci idą na huśtawki, a matka chwyta za mopa, o nie, nie dałam się w to wrobić. Od kilku tygodni, kiedy już weekendy weszły na wiosenne tory, służy nam taka organizacja czasu: sobotnie przedpołudnia spędzamy zazwyczaj w domu, popołudnie i większość niedzieli jest na wyjścia, spotkania i przyjemności. Dodatkowo, do weekendu przygotowujemy się – zakupy robimy w piątki, planujemy obiady, ja staram się hamować w swoich zapędach przerzucania wszystkich spraw na te dni, uzgadniamy razem, ile jesteśmy w stanie zrobić, a co musi poczekać. Ten układ daje nam czas, żeby spokojnie i powoli zacząć dzień, pognić dłużej w łóżku, poszwendać się w piżamach, odcelebrować fajne śniadanie, zagadując się przy nim tak, jak tylko w weekendy można. Później jest czas na sobotnie sprzątanie – wystarczy, żeby nadrobić to, na co wieczorami w tygodniu nie mamy już siły, a czasem i jakąś misję specjalną (w stylu mycia okien czy prania ozdobnych poduszek i dywaników). Kiedy koło południa Hanka odpada na drzemkę, mamy jeszcze dwie godziny, żeby zrobić obiad i wyszykować się do wyjścia. Gdy wstaje, torbę mam spakowaną, wygląd nadający się do ludzi, a jedzenie już czeka na stole, więc szybko jemy, ubieramy się i z czystym sumieniem włączamy tryb rozrywkowy – place zabaw, spacery, rowery, rolki, lody w gronie własnym lub w towarzystwie innych dzieciatych ekip. Maluchy mogą wreszcie wybiegać się jak dzikie, nie poganiane do lekcji czy na kolację. I ja wtedy wchodzę w to na pełnym luzie i z największą frajdą. Niewdzięczna jest rola domowego zgreda, który jako jedyny tworzy plany i listy obowiązków, dlatego cieszę się, że już nie muszę o nie walczyć, a duży chłopiec, który lubi jeździć na rolkach i hulajnodze, wreszcie bez szemrania zaczyna weekend od rundy ze szmatą. Pozwólcie, że przypowieść zilustruję relacją z tej drugiej, bardziej fotogenicznej części soboty 😉

9

2

3

5

7

8

4

10

11

13

14

16

17

18

19

21

22

20

23

24

25

27

31

33

34

35

32

Nasza nowa spacerówka Greentom dostała zestaw uzupełniających akcesoriów Elodie Details z bubulinka.pl, które idealnie do niego pasują i fajnie ożywiają szary pojazd. Elodie to jedna z moich ulubionych wzorniczo marek akcesoriów dla dzieci, bubulinka oferuje ich szeroki wybór.

wkładka do wózka Bedouin Stories

Elodie Details

smoczki Feather Love

królik Lovely Lily

Uwaga! Jeszcze dziś na Instagramie pojawi się konkurs, w którym do wygrania będą akcesoria Elodie Details – zaglądajcie na mój profil.

Hanka :

kurtka, szalik, buty – Zara

spodnie – Reserved

czapka – Scandikids

Zośka:

softshell – Lidl 😉

rolki, kask, ochraniacze – Oxelo

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

14 Komentarze

  • Odpowiedz Renataz 19 kwietnia 2016 at 09:53

    witam,
    Proszę podziel się informacją, skąd jest Twoja kurtka khaki?
    Pozdrawiam
    REnataz

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 19 kwietnia 2016 at 10:58

      Jest z Medicine 😉

  • Odpowiedz aigreetsucre 19 kwietnia 2016 at 10:24

    Hmm… Uzmysłowiłam sobie, że w sumie nie sprzątamy specjalnie w weekendy, jakoś to ogarniam w tygodniu (no ale jak widać, albo blog, albo porządek 😉 ), ale zawsze mam dla mojego Chłopa jakieś robótki z piłą lub śrubokrętem… A to ławkę do ogrodu zrobić, a to półeczki przewiesić. Teraz mi obiecał, że sam zrobi szuflady do szafki, ale chyba się skończy na Ikei, bo pogoda taka, że żal w domu przesiadywać! 😉 Śliczne jesteście, wszystkie trzy, fajnie, że udało Ci się znaleźć taki balans :)

  • Odpowiedz Ania 19 kwietnia 2016 at 10:33

    Popieram, ja też w ciągu tygodnia ogarniam zakupy i staram się trochę posprzątać. A w weekend ewentualnie tylko duże sprawy typu chowanie zimowej odzieży, a poza tym spacery, dobre obiadki itp. Tylko niestety mąż muzyk i czasami musi ćwiczyć, ale jak tylko może to jak najwięcej czasu spędzamy wspólnie z naszym 4-miesięcznym dzidkiem 😀😀😀
    P.S. od urodzenia dziecka i konieczności spacerów jakoś bardziej cieszy mnie wiosna, te wszystkie kwitnące drzewa i zielona trawa 😀 weekendy są cudne 😀😀

  • Odpowiedz LUCYNA 19 kwietnia 2016 at 10:50

    A ja jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy ta spacerówka wygląda przy tobie jak wózek dla lalek. Jakoś dziwnie, ten „cudowny” plastik też mnie nie przekonuje. Używałam rok spacerówki z taką białą ramą i kończyło się szorowaniem jej co drugi spacer.

  • Odpowiedz Cinnamon Home 19 kwietnia 2016 at 11:17

    My pamiętamy weekendy z czasów dzieciństwa, gdzie w sobotę królowało sprzątanie, koszenie trawników, pielenie, przygotowywanie obiadów itd. Dlatego u nas już od dłuższego czasu weekend to czas dla rodziny i odpoczynek, czasem tylko jakieś pilne sprawy do załatwienia czy zakupy. Dom ogarniam w piątek, zatem kolejne dwa dni to dla nas głównie czas na przyjemności :)
    ps. Czyżby pewna lodziarnia w sopocie i sorbet z mango? 😉
    pozdrawiam!

  • Odpowiedz natalijka 19 kwietnia 2016 at 11:57

    Dokładnie, dokładnie, mam to samo- cztery dni weekendu byłyby niezbędne. To znaczy dwa- ale poprzedzone dniem na ogarnięcie po tygodniu i dniem na ogarnięcie po weekendzie 😉 My w dużej mierze uzależniamy weekend od pogody. Ładną spędzamy na rozrywkach, brzydką dzielimy i część spędzamy w domu-wtedy jest moment na rzeczy typu przeglądanie butów itp. Sprzątanie i zakupy ogarniamy w tygodniu. Ale i tak czasu brakuje na wszystko, staram się jednak żeby raczej porządki były niedorobione niż żeby wspólny czas rodzinny na tym cierpiał.

  • Odpowiedz Klaudia 19 kwietnia 2016 at 15:37

    A ja się zastanawiam czyniektore komentarze nie są zbyt złośliwe.Polka dzieli sie z nami swoimi doswiadczeniami dochodzenia do rownowagi porzadkowo- rozrywkowej w weekendy ( co uwazam za bardzo fajne bo sama jestem sobotnim zgredem ze szmatką w dłoni) i chetnie wyprobuje ten plan dnia a tu same jakies „kasliwe” te komentarze ze ja jyz ogarniam w tygodniu albo ze albo blog albo porzadek…masakra.podziwiam Age bo sama mam dwie corki i sama wiem jak trudno zachowac porzadek przy nich a Polka na fotkach i z wpisów to raczej widze i wnioskuje ze jest prawdziwa czysciocha😉brawo Polka!

    • Odpowiedz Maga 20 kwietnia 2016 at 08:25

      Ja nie widzę tu ani jednego kąśliwego komentarza. Dziewczyny dzielą się wlasnym doświadczeniem. Nie dopatrywałabym sie wszędzie złośliwości, to niezdrowe.

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 20 kwietnia 2016 at 15:52

    Kiedy nadchodzi weekend zaczynam się spinać. Nie wiem gdzie włożyć ręce.
    Najlepiej mi wychodzi gdy w piątek mam zrobione zakupy, posprzątane i zrobiony obiad na sobotę.
    Wtedy śpimy jak długo chcemy a pomysły na spędzenie czasu są spontaniczne i chętnie każdy w nich uczestniczy. Inaczej jestem rozwalona , z niczym się nie wyrabiam bo chcę pięć srok naraz trzymać za ogon”…

    ps. no proszę – mamy z Zośką takie same kaski :PP

  • Odpowiedz luska32 20 kwietnia 2016 at 21:50

    No ja niestety nie opracowałam jeszcze tych weekendów 😔 bywają takie, że sprzątam jak szalona, gotuję, piekę, żeby ocknąć się późnym popołudniem, padnięta i wykończona. I zła. Jak osa, że sobotę straciłam na głupoty. I z wyrzutem sumienia, że za mało czasu poświęciłam córce. Czas to zmienić.! Muszę sobie to wszystko przemyśleć.

  • Odpowiedz Mała Mi 21 kwietnia 2016 at 09:00

    Nie da się ugryźć wszystkiego. Taką „upchaną” sobotą można się też nieźle zmęczyć ;). Jako, że pracuję w dwóch pracach i mam na głowie cały dom, łącznie z lekcjami dwójki dzieci (jaka ulga, że Najmłodsza chodzi jeszcze do przedszkola i wizja prac domowych jeszcze się jej nie tyczy!), w tym jednego w klasie czwartej (a kto to przeżył, ten wie, co to znaczy ;)), sobotę bez wyrzutów sumienia spędzam bardzo często na totalnym luzie, pamiętając tylko, żeby zrobić zakupy, których, ze względu na przemęczenie totalne całym tygodniem dzikiego zapieprzu, nie jestem już w stanie przełknąć w piątek wieczorem, będąc wreszcie PO pracy. Także bardzo często nawet nie szaleję ze ścierą, ot- robię klasyczne niezbędne minimum socjalne- ogarniam kuchnię, gotuję wcześnie obiad, żeby wizja obowiązku do spełnienia nie wytrącała mnie z przeżywania błogiego odpoczynku. Nastawiam kolejne prania. Co 3 tygodnie szaleję na klatce schodowej ;). Jednak bardzo często zdarza mi się przerzucać obowiązki cięższe na… niedzielę, gdy domywam podłogi i dopichcam całą „resztę”. Także sobota, to dla mnie dzień święty. Dzień Świętego Spokoju. Jedyne, do czego jestem w stanie się nagiąć- to przyjemność i odpoczynek. Wspólny spacer, grill itp.. Nauczyłam się nie popadać w żadne wyrzuty sumienia, żebym miała nawet bezproduktywnie przeleżeć z dziećmi pół tego świętego dnia w łóżkach! Odpoczywać też trzeba umić ;). I to niekoniecznie aktywnie- co komu odpowiada :). p.s. gdy już tak wyleżę wymęczone kości, naprawę kocham być aktywną mamą, ale wyleżeć co tydzień muszę. W końcu to już nie 25 lat na karku, tylko ciut więcej ;).

  • Odpowiedz aga i druzyna 21 kwietnia 2016 at 22:40

    Fajnie jest mieszkać nad morzem i na sobotnim spacerze wałęsac się po molo. Zazdroszczę 😉

  • Odpowiedz Aga 25 kwietnia 2016 at 21:29

    Niestety u mnie w domu też rola „tyrana” i poganiacza należy do mnie, ale ktoś musi pilnować jako takiego porządku w domu. Zawsze staram się żeby niedziela była taka nasza, wyluzowana, świąteczna, taki dzień dziecka dla wszystkich;)

  • Zostaw coś po sobie