polkowelove

czytać i mieć wszystko w nosie – moja lista czytelnicza na wiosnę

Czuję się, jak córka marnotrawna, która powróciła na dobrą ścieżkę. Jak ktoś, kto zabłądził, ale znalazł drogę. I nie przejmuję się tym, że dopiero motywacja zewnętrzna sprawiła, że zaczęłam znów regularnie czytać – jestem wdzięczna losowi, że dał mi taką okazję w postaci współpracy z Virtualo.pl. Czytanie jest bowiem jak dobry nawyk, który łatwo zatracić w zabieganej codzienności. Choć miałam na tym tle kompleksy, wciąż wybierałam łatwiejszą rozrywkę. Zdawałam sobie sprawę, że nadmiar internetu prasuje mi zwoje, ale wypadłam z obiegu i nie potrafiłam tego zmienić. Zdarzało mi się wchodzić do księgarni z mocnym postanowieniem kupienia nowych książek i wychodzić z pustymi rękami – nadmiar możliwości przytłaczał. Miałam też za duże oczekiwania, szukałam czegoś, co mnie zachwyci i wciągnie bez pamięci do tego stopnia, że nie będę mogła się oderwać. Czekałam na jakąś wielką iluminację, ale ta nigdy nie nadeszła.

Dziś wiem, że wystarczy zacząć. Przypomnieć sobie tę przyjemność, nawet jeśli nie wielkim, zapierającym dech w piersiach dziełem, przy którym zarwie się noc. Odnaleźć swoich autorów, tematy, klimat i wciągnąć się, stworzyć sobie swoje rytuały. Uciekać od rzeczywistości regularnie, lecz bez wyrzutów sumienia. Większości rodziców raczej ciężko wyrwać się do kina czy teatru, stosunkowo trudno o wyjście do spa, a książki, poduszki i kubki pełne gorących napojów możemy mieć zawsze pod ręką.

Propagatorzy czytelnictwa często nawołują, jak to obcowanie z książką trenuje umysł, poprawia pamięć, jak wzbogaca wiedzę i koncentrację – nuuuda! Co to za motywacja dla zmęczonych życiem, przytłoczonych codziennością, znudzonych czy sfrustrowanych dorosłych? Wiecie co najlepszego dają książki? Pozwalają mieć wszystko w nosie. To małe ucieczki, dzięki którym można nabrać dystansu, wyciszyć się i uspokoić. Działają jak Nervosol, a bez skutków ubocznych. Pozwalają przenosić się w czasie i przestrzeni, a nie uzależniają, jak to zdarza się substancjom halucynogennym. Nie mogę wyjść z domu? Wyjeżdżam na drugi koniec świata, ba – ja w czasie podróżuję! Umówmy się – mało która z nas wiedzie szalone życie, niewiele doświadcza zaskakujących zwrotów akcji we wtorkowe popołudnia. Płomienne romanse większość ustatkowanych trzydziestolatek ma zwykle za sobą. Katalog przygód, jakie zdarzają się matkom dwójki dzieci przy czwartku, jest niestety dość wąski.

A z książką inaczej. Gdy czytam, czuję się bogatsza, moje życie staje się ciekawsze. Więcej mam w sobie myśli i wyobrażeń. Dostaję dawkę stymulacji, jakiej nie daje odrabianie matmy ani szykowanie kolacji. Mam coś, czego wypatruję już od osiemnastej, kiedy dzień do dnia podobny, a czekanie na wiosnę przeciąga się niemiłosiernie. Mam coś, co dodaje rumieńców rutynie, przyjemnie wieńczy dzień, wycisza mnie, pozwala złapać dystans i spokojnie zasnąć. Połknęłam na nowo czytelniczego bakcyla i momentami czuję się jak ta licealistka czy studentka, którą byłam, zaczytana po nocach, połykająca lektury. Tyle, że dziś ta dawka stymulacji potrzebna jest jakby bardziej – wszak katalog przygód, jakie zdarzają mi się przy czwartku, jest znacznie węższy niż wtedy.

„Stryjeńska. Diabli nadali” Angelika Kuźniak

Obiecywałam sobie przeczytać tę książkę od czasu, kiedy dwa lata temu, niestety nieregularnie, słuchałam jej fragmentów w radiowej „Trójce”. Emocjonujące losy międzywojennej malarki zafascynowały mnie wtedy na dobre, nie miałam wcześniej pojęcia, jak barwna była to postać. Poznałam wówczas jedynie wyrwane z kontekstu odcinki, na tyle dużo jednak, by czuć, że książka Kuźniak to bardzo dobra rzecz.

I rzeczywiście – życiorys tego błękitnego ptaka, tej niepoprawnej, zbuntowanej artystki to mógłby być materiał na świetny film. „Diabli nadali” opisuje wzloty i upadki krnąbrnej, niezwykle utalentowanej Zochy. Kobiety, która kochała na zabój i nienawidziła, tworzyła w twórczym szale, ale i przeżywała koszmar niemocy. Była na fali, popularna, ceniona, brylowała na Warszawskich salonach wraz ze śmietanką kulturalną epoki, by popaść w niepamięć, odejść w zapomnienie, cierpieć z powodu samotności i biedy. Historia Stryjeńskiej to także opowieść o tragicznym macierzyństwie, które, jak sama pisała „złożyła na ołtarzu sztuki”, a którego malarce zdecydowanie nie udało się pogodzić z pracą twórczą. Dzieci latami były głównie źródłem jej wyrzutów sumienia i tęsknot. Jej życie to kalejdoskop skrajności i burzliwych przeżyć: wielka sława oraz straszna nędza, rauty i fety w towarzystwie przedwojennej cyganerii, żywiołowy związek, artystyczna bohema międzywojnia, zakład psychiatryczny, choroba weneryczna – czego tam nie ma! Naprawdę świetnie się to czyta. Choć forma jest dość oszczędna, to jednak bogactwo przeżyć oraz zdarzeń fascynuje i wciąga. Świetna książka!

E-booka „Stryjeńska” i inne ciekawe biografie znajdziecie w księgarni Virtualo.

„Grace i Grace” Margaret Atwood

Czasami sama nie wiem, czemu wybieram takie tytuły, od których włos się na głowie jeży, a łzy cisną się do oczu. Wciąż szukam kobiecych tematów, choć wiem, jak mnie poruszą. Margaret Atwood słynie z takich feministycznych i społecznych wątków, historii opresji i tragicznych postaci. „Grace i Grace” to już druga z jej powieści, która została zekranizowana w postaci serialu przez Netflix. I nic dziwnego – jest tu wszystko, czego potrzebuje taka produkcja: zbrodnia, tajemnica, rozważania o winie, skandale obyczajowe, uciemiężona i piękna główna bohaterka. Tłem historii jest dziewiętnastowieczna Kanada, do której główna bohaterka, Irlandka, dociera po koszmarnym, wielotygodniowym rejsie promem. Od pierwszych fragmentów tej retrospekcji czytelnik zanurza się wraz z Grace w smród fekaliów, wymiocin, w brud, choroby i śmierć. I choć to nie całkiem koniec brzydkiego naturalizmu, wraz z rozwojem akcji będzie go znacznie mniej. Bowiem wkrótce po postawieniu stopy na błotnistym, kanadyjskim nabrzeżu, Grace zostanie wysłana przez swojego ojca – pijaka do pracy jako służąca u bogatych Państwa w Toronto. Choć wydawać by się mogło, że ta praca i ucieczka z pełnego przemocy domu będą dla Grace początkiem lepszego życia, to właśnie ta ścieżka doprowadzi ją do życiowej tragedii – oskarżenia o udział w podwójnym morderstwie i skazania na dożywocie. Zrobiła to czy nie? Wątpliwości i pytań jest wiele, rzeczywistość  momentami miesza się ze snem, wielu próbuje rozwikłać zagadkę, a nawet  – zbadać umysł oskarżonej. Ta – choć wielokrotnie poniżana i opluwana, pozostaje spokojna i pełna pokory. Nie do końca wiadomo, czy jest tak inteligentna, czy tak wyrachowana. Jak wiele innych faktów i postaci, także i Grace jest wieloznaczna. Śmiem twierdzić, że nie prawda jest tu najważniejsza – „Grace i Grace” to oprócz studium tej postaci, a może – przede wszystkim – dramat ukazujący ludzką ułomność: powierzchowną moralność, małostkowość, bogobojną obyczajność, okrutną dominację mężczyzn nad kobietami, ofiary ponoszone w trakcie zamiatania skandali pod dywan. Jakie to współczesne!

„Grace i Grace” w formie e-booka oraz inne pozycje Margaret Atwood można kupić w Virtualo.pl.

„Wyspa” Sigriaur Hagalin Bjornsdóttir

Jak tylko przeczytałam w WO wywiad z autorką, wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Islandzka dziennikarka stworzyła bardzo niepokojącą dystropię – czarną wizję przyszłości swojego kraju. Dość realistyczną, a przez to jeszcze straszniejszą. I rzeczywiście, w trakcie lektury zastanawiałam się jak Bjornsdóttir – jak to możliwe, że nikt wcześniej na to nie wpadł? Autorka nosiła podobno pomysł na tę narrację w głowie przez kilka lat, ale była pewna, że ktoś musiał to już wcześniej wymyślić. Ale nie wymyślił, nikt inny nie wpadł na to, że Islandia może pewnego dnia stracić kontakt ze światem zewnętrznym i z superzorganizowanego kraju przeistoczyć się w wyspę chaosu. To właśnie dzieje się w „Wyspie” – samoloty znikają z radarów, statki wypływają w morze, by nigdy nie wrócić do portu, międzynarodowe połączenia telefoniczne nie działają, a internet wyświetla tylko islandzkie strony. Nie wiadomo, dlaczego, ani co dzieje się poza wyspą. Nie wiadomo nawet, czy reszta świata w ogóle istnieje. Ta izolacja przyniesie daleko idące konsekwencje – nie trzeba bujnej wyobraźni, żeby domyślić się, co zacznie dziać się między ludźmi, kiedy groźba głodu stanie się realna. „Wyspa” to także political fiction – przedstawia wyimaginowane kulisy władzy, wizję państwa w kryzysie, ukazuje, co może wydarzyć się z prawem i społeczeństwem w tak niecodziennych okolicznościach. Nie brakuje tu także osobistych historii kilkorga głównych bohaterów, co sprawia, że na całą tę przerażającą sytuację możemy spojrzeć z różnych perspektyw, przyjrzeć się losom jednostek i reakcjom mas – fascynujące!

Książkę ogłoszono najlepszym debiutem literackim ostatnich lat, a także nominowano do DV Cultural Prize for Literature 2016 i The Icelandic Women’s Literature Prize 2017.

 E-booka „Wyspa” znajdziecie na Virtualo.pl.

„Prostota” Brooke McAlary

W tej książce skusił mnie tytuł i okładka. Wybierając ją nie wiedziałam, że napisała ją australijska gwiazda internetu, ale czułam, że opisuje styl życia, jaki jest mi bliski. I rzeczywiście – „Prostota” jest o tym, jak zwolnić i nadać codziennym sprawom odpowiednią rangę. To wątki, którym i ja poświęciłam sporo miejsca w „Sumie drobnych radości”, co nie znaczy, że pozjadałam wszelkie rozumy w temacie slow life. Absolutnie nie – wciąż muszę przypominać sobie samej te niby oczywistości, szukam więc ciekawych refleksji o codzienności u innych autorów.

Tu znajdujemy przede wszystkim praktyczne wskazówki, wstęp jest lakoniczny, diagnoza oszczędna. Odnoszę wrażenie, jakby autorka założyła, że tło jest wszystkim znane – zabieganie, zmęczenie, przestymulowanie – problemy współczesnego człowieka, na które proponuje odpowiedź, szkicuje tylko niedbale i skupia się na szczegółowych opisach codziennych rytuałów, które pozwoliły jej zmienić rytm i organizację swoich dni. To raczej proste pomysły, momentami ocierają się o banał, dlatego ja raczej nie trzymałabym się kurczowo szczegółów opisywanych zwyczajów czy technik. Trochę żałuję, że tyle w tej książce opisów procedur, bo nie lubię takich podręcznikowych instrukcji. Znacznie bardziej podobają mi się luźne inspiracje do tego, by rzadziej korzystać z elektroniki (zwłaszcza zachęta, by wyrzucić ją całkiem z sypialni), wykonywać różne czynności spokojniej, uważniej, nie pozwalać wciągać się szaleńcze wiry obowiązków, żyć prościej.

Mimo, że zabrakło mi w tej książce trochę głębi, lektura jest przyjemna, a Brooke – autorka „Prostoty” oraz niesamowicie popularnych w Australii podcastów o slow life pisze o sobie tak, że nie sposób nie polubić jej od pierwszych zdań:

Jestem dźwigającą się z wypalenia życiowego trzydziestoparolatką z cudowną rodziną, psem, stadkiem kur i wciąż ewoluującym ogrodem w Górach Błękitnych w pobliżu Sydney. Jestem pisarką, niepoprawną śmieszką i orędowniczką tego, co w życiu najlepsze — spędzania czasu na świeżym powietrzu, sjest, podróży i zapomnianej sztuki nicnierobienia. Jestem także kimś, kto po mrocznym okresie zamętu i problemów ze zdrowiem postanowił uprościć życie swoje i swojej rodziny.

Krok po kroku. Kawałek po kawałku. Dzień po dniu.

Książkę „Prostota” w formie e-booka i inne poradniki możecie kupić na Virtualo.pl.

„Kształt wody” Guillermo del Toro, Daniel Kraus

Przez tego e-booka próbuje przebrnąć kolega Polkowski, ale coś długo z nim walczy – zasypia ostatnio jak dziecko po kilku stronach. Najpierw książka, potem nagrodzona Oskarem ekranizacja – tak postanowiliśmy. Póki co jestem dość sceptycznie nastawiona do tej nierealnej historii, opisującej głęboką więź, jaka połączyła człowieka i istotę pozaziemską. Nie chciałabym tej książki recenzować, zanim ją przeczytam, ale przede wszystkim zwrócić uwagę, że to nie tylko film, o którym zrobiło się głośnio z powodu prestiżowej nagrody i kilkunastu nominacji. „Kształt wody” to powieść autorstwa znanego reżysera Guillermo del Toro, uznawana za jedno z jego najlepszych dzieł ostatnich lat. Historia, którą opowiada, zaczyna się, kiedy tajny, rządowy ośrodek badań kosmicznych otrzymuje tajemniczą przesyłkę do badań. W Amazonii została schwytana ziemnowodna, humanoidalna istota, której losy wzbudzają kontrowersje w środowisku naukowym. Rozpoczyna się wielka dyskusja  – zabić stworzenie czy gruntowanie przebadać? Jedna frakcja uzasadnia konieczność unicestwienia stworzenia obawą o różne problemy i choroby. Drugi obóz natomiast uważa wprost przeciwnie: należy utrzymać istotę przy życiu i zbadać, póki funkcje życiowe są zachowane. Dyskusja toczy się i toczy, a w międzyczasie pomiędzy znalezionym stworzeniem, a jego niemą opiekunką wytwarza się dziwna więź.

Przyznam, że tego typu kosmiczne historie to nigdy nie był mój świat, ale ilość pozytywnych recenzji zarówno książki, jak i filmu, jest intrygująca i zachęca do przeczytania. Znacie już „Kształt wody”? Jak go oceniacie?

E-booka „Kształt wody” i inne książki Del Toro znajdziecie na Virtualo.pl.

Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” audiobook

Słuchanie audiobooków nie wychodzi mi wciąż jakoś, brakuje sprzyjających okoliczności. Wyobrażam sobie, że to musi być świetne zajęcie na podróże, podczas których czytać się nie da, bądź jest to utrudnione – nie tylko dla kierowców, ale też pasażerów (nigdy nie potrafiłam czytać w samochodzie). To musi być też dobry sposób na odcięcie się od niechcianych dźwięków w pociągu czy autobusie w drodze do pracy. Nie miewam takich sytuacji w życiu, dlatego przyznaję – audiobooka słuchałam, bo to była moja praca domowa od Virtualo 😉 Ta forma raczej nie przyjmie się u mnie, ale tylko z prozaicznych przyczyn – kiedy jestem sama, głównie piszę, nie potrafię się zebrać myśli przy dźwiękach książki. Kwadrans w samochodzie w drodze po dzieci to za mało, żeby przerobić sensowny fragment, a kiedy przychodzi wieczór, wybieram samodzielne czytanie. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” słuchałam, kiedy byłam sama w domu – podczas kąpieli, sprzątania czy gotowania. I trochę czułam się, jakbym bezcześciła tę „książkę”.

To bowiem bardzo osobisty, poruszający esej o matce, (jej) śmierci, zapiski z porządkowania przedmiotów, a wraz z nimi – wspomnień. Między sortowaniem akcesoriów kuchennych czy książek odbywa się w nim rekonstrukcja obrazu tej kobiety – odważnej, ale i trudnej. Silnej osobowości, która ceniła prawdę i umiała żyć według własnych zasad. Rzeczy, których nie wyrzuca narrator, stają się także pretekstem do anegdot o innych członkach rodziny – m.in. ojca czy babci.

Styl tej książki odzwierciedla nastrój pełnego czułej tęsknoty namysłu nad przeszłością – jest oszczędny, choć nie brakuje w nim ironii i humoru. Bo tak rzeczywiście zwykle wyglądają takie porządki po zmarłych – cisza przeplata się zwykle ze łzami, te z kolei czasem kontrastują z nerwowym chichotem, gdy przedmioty przywołują śmieszne, rodzinne anegdoty. Znam trochę ten ból, który potrafią wywołać rzeczy po tych, którzy odeszli. Ich notesy, szkatułki, marynarki. Szuflady, pokoje, całe mieszkania. Rozumiem tę lawinę skojarzeń. Wiem, jak ciężko opróżnia się ich szafy, sortuje zapiski. To jedne z najmroczniejszych doświadczeń dorosłości.

Wzruszyłam się tą książką ogromnie.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” kupicie na Virtualo.pl zarówno w formie audiobooka, jak i e-booka.

„Emi i Tajny Klub Superdziewczyn” Agnieszka Mielech

Po poprzednim wpisie czytelniczym wiele z Was polecało mi „Emi” i rzeczywiście, muszę przyznać, że to jest pozycja, która bardzo się Zosi spodobała. Audiobooki to u nas dosyć nowa forma, która przypadła Zośce do gustu równie mocno, co opowieści o superpaczce dziewczyn. Po pierwszej części zamówiłam kolejne – tak fajnie się tego słucha na dobranoc. „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn” to świetna propozycja dla dziewczynek w wieku wczesnoszkolnym (zalecane 6+). Jest tu przyjaźń, barwne grono bohaterów, zabawne historie i kryminalne zagadki. Główna bohaterka – pomysłowa i zadziorna Emi, wraz z paczką zwariowanych przyjaciół zakłada Tajny Klub Superdziewczyn, którego główną zasadą jest „nigdy więcej nudy”. I faktycznie – nudy przy tych historiach nie ma! Każda część to kolejna zabawna przygoda tej dziewczyńskiej paczki – zagadka zaginionej papugi, wspólnie przygotowywany spektakl, wakacje w domu nad rzeką, rodzinny biwak w lesie czy ekomisja sprzątania plaży, która kończy się znalezieniem listu w butelce. Ta seria to wiele godzin wciągających, zabawnych przygód, w każdej części jakaś mądra lekcja, a z całości wyłania się ta najważniejsza – o dziewczęcej przyjaźni.

Całą serię audiobooków o przygodach Emi znajdziecie w formie plików mp3 na Virtualo.pl albo na płytach CD w Bibliotece Akustycznej.

Wpis powstał we współpracy z księgarnią internetową Virtualo.pl.

P.S. Widoczny na zdjęciach nowy kącik w sypialni to tylko część zmian, jakie wprowadziłam ostatnio w mieszkaniu. Będę przygotowywać na ten temat nowe wpisy, dziś tylko tak na szybko zdradzę Wam, że

szafka – to nasza stara, kochana metalowa IKEA PS

lampka – litera – Little Lights

różowa poszewka w kropki – H&M Home

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

13 komentarzy

  • Odpowiedz ania 26 marca 2018 at 15:26

    Skąd poduszka Zosi w gwiazdki?

  • Odpowiedz Bea 26 marca 2018 at 17:41

    Muszę w końcu przeczytać te „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” bo chodzą za mną już jakiś czas. Ja mam problem, bo na większości książek płaczę, a znowuż bardzo strasznych się boję i nie mogę potem spać. Więc nie zostaje mi zbyt wiele.
    Sprawdzę też chętnie „Prostotę”. Widziałam ją w księgarni i jest mega cienka, więc może nie znudzę się poradami.

  • Odpowiedz Iw 26 marca 2018 at 20:44

    Jakiej firmy są słuchawki z uszami? Ciekawi mnie też na czym córka słucha płyt? Jakiś przenośny cd-rom, inny sprzęt? Będę wdzięczna za odpowiedź.

  • Odpowiedz ryśka domowa 26 marca 2018 at 22:13

    mam z książkami dokładnie tak samo – po bardzo długiej czytelniczej posusze, w końcu wróciłam i już wiem, że jak człowiek ponownie złapie rytm, to nie chce przestać. I tak połknęłam kilka zalegających od dawna książek jedna za drugą i dokupiłam kilka na virualo, przerażona zbliżającym się bardzo długim lotem na Kubę (nawet dwie godziny z Londynu do Berlina to dla mnie męczarnia), oby tylko dzieci dały mi się cieszyć tymi czytelniczymi łupami 😉

  • Odpowiedz tośka 26 marca 2018 at 23:15

    kurcze, ja się napaliłam jak szczerbaty na suchary na tę świecącą literkę, będąc święcie przekonaną, że ona drewniana, a tu klops… plastik…

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 marca 2018 at 12:02

      Nieee, Little Lights robią z drewna, taka jest moja i tak piszą na stronie.

  • Odpowiedz julia 27 marca 2018 at 09:23

    a skąd słuchawki?

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 marca 2018 at 12:02

      H&M, sprzed półtora roku jakoś

  • Odpowiedz jazzaga 27 marca 2018 at 13:30

    Dzięki za polecenie „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, lubię takie, już zamawiam. Ja muszę mieć papierową, inaczej nie umiem. A na „Kształcie wody” byłam w kinie. Film jest piękny, świetnie zagrany, magiczne zdjęcia. Chętnie bym obejrzała jeszcze raz.

  • Odpowiedz magda 27 marca 2018 at 19:34

    Ja polecam „shantaram”, na prawdę piękna książka i ostatnio „nieodnaleziona” Mroza – pochłonełam ja szybko 🙂 Te na mnie zrobiły wrażenie w ostatnim czasie.

  • Odpowiedz Migotka 29 marca 2018 at 20:44

    Polko napisz proszę z jakiej strony drukowałaś te piękne grafiki motylków w sypialni. Znalazłam podobne ale tylko odpłatnie.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 30 marca 2018 at 08:26

      Pinterest 🙂

  • Odpowiedz Sylvia 12 kwietnia 2018 at 10:29

    Ostatnio świat kryminałów pochłonął mnie zupełnie choć przez moje dłonie wertują wiele poradników prostego życia. „Prostota” zachwyciła mnie piękna okładką reszty pozycji nie znam ale do ” Rzeczy, których nie wyrzuciłem” chętnie zajrzę.

  • Zostaw coś po sobie