12
Dzieciaki, Jak żyć, Wnętrza

bach, cap, kop

Stworzyłam potwora. Wyhodowałam na własnej piersi dzikie zwierzątko. Pamiętacie tę malutką dziewczynkę, o której pisałam, jakim jest aniołem? To wydaje się dziś absurdalne, ale chyba nazwałam ją nawet pluszowym misiem. No w każdym razie już jej nie ma, miejsce pluszowego misia zajął dziki niedźwiadek. Choć w zasadzie jej sposób przemieszczania bardziej przywodzi na myśl warana z Komodo czy innego gada. Pełza to dziecko po całym domu, siejąc postrach i zniszczenie – wyrywa listwy przypodłogowe, zjada ich łączniki, oblizuje obuwie i dywaniki, wcina paproszki, zakrada się do kociej miski (raz już kierowała do ust garstkę suchej karmy, ale zdążyłam pozbawić ją tej przekąski). Tydzień temu siódmy miesiąc jej stuknął, a wraz z nim przyszły niemal jednocześnie: umiejętność samodzielnego siadania i stawanie. Boję się  o nią na każdym kroku, bo jest nieobliczalna – rzuca się na krawędzi łóżka, wyrywa gwałtownie listwy progowe, skacze i podnosi się w krzesełku, przyprawiając mnie o zawał serca.

Mój waran jest silny i dobrze o tym wie. Wraz z przyrostem mięśni rozwija się jej wola – ta ma się równie dobrze. Nauczyło się dziecko wyrażać sprzeciw. Pewnie gdyby nie to, że przewijanie stało się jak walka sumo, byłabym z niej dumna. I gdyby jakoś delikatniej komunikowała brak apetytu niż ciosem w łyżkę z zupą, też pewnie bardziej cieszyłby mnie ten rozwojowy sukces. Nauczyła się kopać, wierzgać i robić uniki. Niezadowolona drze się i ryczy – tak, już nie krzyczy i płacze, a ryczy właśnie, jeśli kumacie różnicę. Szarpie za włosy, szczypie, rozciąga mi twarz (jakby nie dość nadprogramowej skóry mi po niej już zostało), pakuje paluszki do oczu, nosa i ust. Gryzie, swoimi pięcioma zębami potrafi capnąć tak, że ich ślady zostają na skórze przez wiele godzin. Jej obecność wiąże się z ciągłym bólem, zmęczeniem, dyskomfortem i frustracją, czuję się wykończona i poturbowana.

To pastwienie się nade mną to jej ulubiona zabawa tuż po wyrywaniu tych listew, kocha mamusię bardziej niż kiedykolwiek. To się w psychologii rozwojowej chyba „lęk separacyjny” nazywa. Generalnie im większy ona ma lęk, tym bardziej ja marzę o separacji. Jęczy i płacze nawet, gdy ją odkładam celem przygotowania posiłku – pełznie wtedy w moją stronę przez kuchnię z takim dramatycznym jękiem na ustach i przerażeniem w oczach, wygląda jak żołnierz na filmie wojennym, próbujący pod ostrzałem przedostać się do kolejnego okopu. Szlag trafił misia, szczerozłota odeszła w zapomnienie. Jeszcze nigdy w życiu nie miałam tak mało czasu na cokolwiek. Jestem tym autentycznie załamana, ganianie za nią i uważanie, żeby się nie zabiła zajmuje mi pół dnia, resztę czasu spędzam na karmieniu i sprzątaniu po posiłkach (dbanie o czystość podłóg nabrało nowego znaczenia). Czasem uda się coś urwać na jakieś pranie, błyskawiczny obiad czy ekspresową toaletę i to jest max. Jeśli mam dalej prowadzić tego bloga i jednocześnie nie zwariować ani nie zejść z wycieńczenia, muszę szybko ogarnąć jakąś nianię.

Jestem poddawana torturom fizycznym i dręczona psychicznie. Brak postępów w piciu mleka z butelki oznacza brak znieczulenia, nawet sobie winka golnąć wieczorem nie mogę. Mam dość, najbardziej jak się da. Czy kocham przez to mniej? Natura wyposażyła niemowlęta w ten zabójczy urok osobisty. Gdyby nie on, nie wiem, kto przy zdrowych zmysłach godziłby się na tę masakrę. W chwilach krańcowego zmęczenia i bezsilności mała łezka gdzieś w kąciku i jedziesz dalej, zabierasz te listwy, pozbawiasz kociej karmy, przenosisz do pokoju obok, nastawiasz drugi policzek. I jeszcze się cieszysz jak głupia, że tak ładnie siedzi, odpowiadasz uśmiechem na to figlarne spojrzenie. Boże, jaka ona słodka jednak, buziaczek, pierdzioszek, samolocik, a ona bach, cap, kop.

14

4

8

21

26

2

18

9-horz

17

28

24

3

15

20

5

Trochę pozmieniałam w Hanki kąciku, w zasadzie bardziej w konsekwencji zmian po stronie Zosi. Nowości u starszej pokażę za kilka dni, tymczasem u Hanki: obniżyliśmy łóżeczko, powiesiliśmy plakat Pirum Parum, pojawił się też kosz Belmam zamiast stolika nocnego.

Nowości na zdjęciach:

poduszka kurka na obcasach – Eclectic Living

gryzak sowa z koralikami – Little Efant

gryzak żyrafa Sophie – Mamissima

Pozostałe meble i akcesoria podlinkowałam w poprzednich wpisach: tu, tu i tu.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

38 Komentarze

  • Odpowiedz anna 10 czerwca 2015 at 12:08

    Jeżeli w jakikolwiek sposób Cię to pocieszy… to naprawdę jest nas więcej, poturbowanych, zmęczonych a nadal kochających matek:) moja ma 9 miesięcy ale robi to samo. Ilość włosów na mojej głowie zmniejszyła się o polowe, kota nie mam, ale wyglądam jakbym miała jednego w domu… i to najdzikszego z dzikich! Zabawa jest super, ale jak mama siedzi obok, wstawać też jest fajnie, ale najfajniej przy nodze mamy, ciepłą kawę piłam chyba parę miesięcy temu (stwierdzam, że zimna też jest w porzo :P). I tak leci dzień za dniem, a ja kocham ją coraz bardziej, o ile to jeszcze możliwe :) chyba mamy jednak coś z tymi głowami nie tak….:P p.s. świetne masz te dziewczyny!

  • Odpowiedz Galla Anonima 10 czerwca 2015 at 12:12

    Moja się NIGDY nie nauczyła pić z butelki więc pierwsze winko było po zakończeniu karmienia piersią. jakieś 1.5 roku dziecko miało, podobno nie każde dziecko chce pić z butelki i nie należy ich zmuszać.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:15

      nie strasz, kobieto…

  • Odpowiedz Monika 10 czerwca 2015 at 12:17

    Nie wiem co te Hanki tak zadzierają z listwami przypodłogowymi. Ja do dziś nie uzupełniłam brakujących części. A moja Zo kiedyś tylko raz cichutko namalowała gwiazdki pod krzesłem… Coś czuję, że Hana bardzo szybko będzie Ci pomagała w przemeblowaniach i zmianach aranżacji pokoju :) Pozdrawiam

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:16

      haha, mam nadzieję, że jednak nie destrukcyjnie :)

  • Odpowiedz Magda 10 czerwca 2015 at 12:45

    No usmialam sie znowu do lez;))))) moj rowne dwa tygodnie mlodszy….myslalam,ze tylko ja marze o chwili relaksu…co prawda nie jest tak silny jak Hania ,ale tez sie przemieszcza,gryzie,kwiczy itd. No i tez nie chde pic mleka z butelki i niech mnie zadzgaja teraz wszystkie insta i blogowa matki,ale ja juz marze o przestaniu karmienia piersia i jestem chyba jedyna matka w instaswiecie,ktora to powie otwarcie…
    Pozdrawiam i lacze sie w bolu autentycznie:)))))

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:17

      ja też już bym chciała skończyć, odzyskać swoje ciało w pełni, napić się wina w ciepły wieczór, ech :(

  • Odpowiedz Magda 10 czerwca 2015 at 12:48

    Moja kuzynka jak miała około roku dziabnęła swoją mamę w nogę, tak na serio, do krwi. Ciotka krzyknęła i też ugryzła małą (nie tak mocno oczywiście). To był ostatni raz jak Monika zasadziła się na kogoś z zębami 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:18

      o, może tak trzeba do tego podejść! jutro ją podrapię i uszczypnę :)

  • Odpowiedz A-gatka 10 czerwca 2015 at 13:07

    Ha! Dobrzr rozumoem te zapasy i wierzgania i Twoje sprinty ratownicze. Ja tez czasem mam ochote wrzeszcesc i biegac po domu niczym swir z wariatkowa bo juz j9e ogarniam. Moja dziewczynka od H mlodsza o miesiac ale to nie wszystko…bo w domu króluje rownie energiczny 20 miesieczny facet ktory jakt ofacet czasem fochy miewa dziwne…. I tak zyje starajac sie nie zwarowac do konca i ocalic reszte wlosow jednoczesnie jak ostatni duren zachwycajac sie ze te moje dzieciaczki to takie sprytne, silne i wogole najcudowniejsze..

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:19

      o rety, dwa takie małe masz, podziwiam! chyba czepki trzeba nam nosić, żeby te resztki ocalić :)

  • Odpowiedz susannaromana 10 czerwca 2015 at 13:35

    Nie źle, zapowiada się , że na roczek Hanka będzie śmigać. Pocieszę Cię, że listwy, kocia miska to żadne szkody. U mnie z tych najbardziej ekstremalnych, to zrzucony telewizor i wybita największa szyba w salonie 😉 Z perspektywy czasu myślę, że najważniejsze , że dzieci są całe i zdrowe, reszta nieważna. Pozdrawiam :)

  • Odpowiedz johorev 10 czerwca 2015 at 13:48

    To będzie jeszcze gorzej??? O rety! A ja myślałam, ze teraz jest hardcore. Moja Hela, niespełna 4 m-ce za najlepsze uznaje drzemki na maminym ramieniu- spróbuj odłożyć do łóżeczka, to jest płacz. Wszelkie bujaczki, leżaczki zajmują ja na góra 20 min. Zabawek za bardzo nie kuma… No ewentualnie jak jej dyndam czymś przed nosem lub piszczę małpka. I tak nieraz dyndam jedna ręka, a druga mieszam w garach. W dodatku babcie hen za morzami za lasami, młoda jest ze mną 24/h pn- pt. A jak juz zaśnie wieczorem to i tak co chwile sie zakładam popatrzeć i obwąchać ta moja gore lukru.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:20

      no będzie, będzie, bo tylko cięższa i bardziej ruchliwa się stanie :) ogarniesz, jak my wszystkie!

  • Odpowiedz Ola oops!! 10 czerwca 2015 at 14:01

    I zapomnialas jeszcze o jednej wielkiej zalecie Hanki: daje Ci inspiracje do pisania swietnych postow.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:20

      :)

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 10 czerwca 2015 at 14:04

    Kochana zabiłaś mnie definicją
    …”lęk separacyjny” nazywa. Generalnie im większy ona ma lęk, tym bardziej ja marzę o separacji…”
    boskie i czasem takie prawdziweee…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:20

      😉

  • Odpowiedz aga 10 czerwca 2015 at 14:59

    Wiem co piszesz, mam takiego 14-miesiecznego potwora… Dawniej jak widzialam takie dzieci myślałam, że to rozwydrzone bachory, teraz wiem, ze niektóre jednostki maja taki charakter. Pocieszam się, ze sobie pozniej w zyciu poradzi :)

  • Odpowiedz francuska_bombonierka 10 czerwca 2015 at 16:55

    Oo!! Nie strasz!!! Moja, 4msc, jeszcze szczerozłota. Mam się bać? 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:20

      oczywiście! :)

  • Odpowiedz Gosia 10 czerwca 2015 at 20:05

    Cześć
    Ja miałam ten sam problem z moją Zuzia też nie tolerowala mleka w proszku ale podeszłam ja smakiem i kupiłam waniliowe – lyknela co prawda nie odrazu nie wiadomo jakie ilości ale na początek i to dobre :) oczywiście żadna butla nie wchodziła w grę tylko niekapek :) teraz smigiem zajada na kolację chalke z masłem i serkiem popijając kubkiem mleka 😉 a ma całe 12 miesięcy i 8 zębów :)

  • Odpowiedz Mama Ani i Jula 11 czerwca 2015 at 00:14

    To co napisałaś miałam w 100%. Jak mała załapie to jeszcze po przypelzaniu do Ciebie do kuchni gdy szykujesz posiłek zacznie wstawać wspinając sie po Twoich nogach i uwieszona bedzie jęczeć i ryczeć ze ja na chwile zostawiłaś.. :)) i jeszcze ugryzie, a co! u mnie teraz etap wchodzenia na sofę. Młody nauczył sie wdrapywać na łóżko a z niego na okno (ma rok i niecały miesiąc). Jak obkładam łóżko poduchami wyje i wściekły zrzuca je na podłogę (o tak!) a gdy go zdejmuje wije sie na rękach i wścieka by po chwili znów pędzić w strone łóżka. Katastrofa.. Czy to zawsze drugie dzieci tak maja? Bo córka była Aniołem:)))

    • Odpowiedz Mama Ani i Jula 11 czerwca 2015 at 00:22

      A poza tym jest przekochany, mega optymistyczny, usmuechnietu.. No miód cud.. :))) do zacałowania:)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:21

      już zaczęła się wspinać na moich nogach w kuchni, co za masakra – dochodzi jeszcze lęk, że ją czymś poparzę i kolejne akrobacje – sięganie po garnki i talerze bez przemieszczania się, o losie!

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 11 czerwca 2015 at 12:34

    Hmm, już wcześniej kiedy tak zachwalałaś swoją młodszą pociechę chciałam napisać: „Poczekaj, poczekaj, jeszcze da Ci popalić …” :-)
    Bo tak to jest z tymi młodszakami, że w póki są małymi, prawie bezproblemowymi glutami przesypiającymi jednak większość czasu, to jawią się nam jako małe aniołki, zwłaszcza w zestawieniu z rozkapryszonym, roszczeniowym i pyskatym już starszakiem.
    Jednak dzieci rosną. Ich potrzeby się zmieniają. No i obserwują rodzeństwo… To wszystko zebrane do kupy powoduje, że aniołek zmienia się w diabełka :-) No może nie dosłownie, jednak rogi zaczyna pokazywać nieco wcześniej od starszaka – w końcu ma się od kogo uczyć :-)
    Z mojego doświadczenia mogę jeszcze dodać, że moja młodsza córka (rok i trzy miechy – rocznik Twojej Hanki) obserwując starszego brata i towarzycho ze żłobka wszystko robi szybciej, niż mój pierwszy synek. I na dodatek niczego się nie boi. Wszędzie wlezie: sofa, fotel, krzesło – daje radę. Ze ślizgawki na placu zabaw zjeżdża bez trzymanki – trzeba tylko wykazać się refleksem i złapać ją na dole :-) Nie chodzi tylko biega. Ech długo by wymieniać. Pocieszające jest to, że powoli zaczyna wchodzić w wiek, gdy na dłuższą lub krótszą chwilę potrafi się zająć zabawą sama. Albo z bratem. Jeszcze tylko rok, dwa … Byle do osiemnastki :-)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 czerwca 2015 at 13:03

      wiesz, co – ja zachwalałam, bo te pierwsze pół roku było o nieeeebo łatwiejsze niż przy Zosi. Ona nigdy nie była małym bezproblemowym glutem, nie przesypiała większości czasu, od samego początku byłam umęczona. Teraz z kolei jest mi ciężko, bo w analogicznym momencie rozwoju Zosi byłam już w pracy i nigdy nie spędzałam z nią całych dni sama, po pracy i w weekendy byliśmy razem z mężem. A teraz nie dość, że mam je dwie, to jeszcze męża często brak :(

      • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 11 czerwca 2015 at 14:30

        Ja moją też chwaliłam (i chwalę), bo nim weszła w „wiek jęczący” była taka jak Twoja młodsza. Starszy na tym etapie był o wiele gorszy w obsłudze, że tak to ładnie ujmę. Zresztą pisałam już że z pączka przeistoczyłam się w chuderlaka. W pół roku. Więc wiem o czym mówisz. Dlatego też w przypadku drugiej córki z macierzyńskiego wróciłam do pracy po pół roku, choć mogłam siedzieć w domu bity rok. Plus zaległy urlop. Wszyscy pukali się w czoło i pytali dlaczego? Ano dlatego, że po wcześniejszych doświadczeniach nie miałam ochoty znowu na tę szarpaninę. No i po pół roku odmóżdżających zajęć z maluchem (nie oszukujmy się, wyżyny intelektualne to to nie są) zwyczajnie potrzebowałam towarzystwa dorosłych. Dlatego Ci współczuję (choć nie wiem czy to dobre słowo). Macierzyństwo jest świetne i na pewno nie można go porównać z niczym innym. Jednak matka to nie robot do niańczenia dzieci. Też potrzebuje oddechu dla zachowania zdrowia psychicznego. Szkoda, że żłobki są tak niedostępne (nam o dziwo się udało i to do państwowego). Teraz tak pomyślałm, że fajne byłyby miejsca, gdzie można by zostawić dziecko pod fachową opieką np na 2-3 godziny, w zależności od potrzeb. Ile rzeczy można zrobić w tym czasie wie tylko umęczona matka.
        Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

  • Odpowiedz Justyna 11 czerwca 2015 at 12:57

    Eh, z nieba mi spadlas tym wpisem – i ja tak mam! Brak czasu na cokolwiek przy rozszerzaniu diety, kupe sprzatania, moje dziecko tez antybutelkowe- wyprobowalam juz wszystkie butelki, smoczki i nic. W nocy budzi sie dosyc czesto, w dzien pije tez czesto, a ostatnio odmawia jedzenia kaszek i kleiku na mleku modyfikowanym- skubany wyczuwa inne mleko niz moje, heh?

    • Odpowiedz Helenka 11 czerwca 2015 at 14:21

      Proszę nie upadać na duchu!STOP.trzymam kciuki i wierzę w Twoją siłę Polko!STOP.

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:22

        Dziękuję! (stop)

  • Odpowiedz aigreetsucre 11 czerwca 2015 at 14:12

    Ha ha, ale masz śmiesznie :) A może byś spróbowała z chustą, jak afrykańskie kobiety? Tylko takie wiązanie na plecach może się źle skończyć dla Twoich włosów. Obiad zrobisz, ale będziesz łysa 😉

  • Odpowiedz Susanna szyje 11 czerwca 2015 at 14:46

    Pocieszę Cię, że mój syn do 8 miesiąca był super dzieckiem. W ciągu jednego dnia zaszła w nim tak diametralna zmiana, że nie poznawaliśmy swojego dziecka. Było to w 8 miesiącu i trwa do nadal (prawie dwa latka). I ten lęk separacyjny, ciągłe noszenie na rękach, szalone wspinanie się na wszystko, uderzanie głową w meble, w podłogę – wspominam to jako koszmar. Choć teraz też jest niewiele lepiej bo jest szalony. Ale wiesz co Twoja córa tak ślicznie na zdjęciach wychodzi, niczym aniołek :)

  • Odpowiedz Beata 12 czerwca 2015 at 11:22

    Kocia karma nie jest zła… przynajmniej mojemu Jaśkowi smakowała hihi 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:23

      czyli po spożyciu nadal żyje – dobre wieści :)

  • Odpowiedz Mysza 15 czerwca 2015 at 18:21

    Genialny tekst, tylko matka to zrozumie, w dodatku matka co zostaje sama z dziecmi. Moja była aniołem do 1,5 roku, teraz ma nieco ponad 2 i wychodzi z niej charakterek, bunt, zmienianie pleluchy to nadal zapasy. Jak była niemobilna to była łatwiejsza do ogarnięcia bo to ja ja ubierałam, wsadzalam do wózka czy do wanny. Teraz mysze prosić, tłumaczyć itd. Z jednej strony juz większa wiec ze schodów nie spadnie i nie musze juz myć głowy nad wanna z jedna noga na kiblu zeby nie chlapala sie w wodzie. Za to przyszło marudzenie i ulubione słowo – nie ! A ja myslalam ze im starsza tym bedzie prościej. Za 3 mies bedzie drugie wiec sie zastanawiam jak ogarnę dwoje kiedy maz bedzie na drugiej zmianie. Ach samotne matki sa Wielkie i te co nie maja mężów na każdy wieczór tez.
    Apropo wina- ja czasem wypijalam mała lampkę jak karmiłam w tym późniejszym czasie jak mała juz jadła ( a karmiłam do 1,5 roku), podobno to dobre na krążenie. A pijaczka nie jestem tylko tak mi dobrze odrobina wina robiła na samopoczucie. Pozdrawiam wszystkie mamy, niech moc bedzie z nami !!!!

  • Odpowiedz Osowiała Sowa 16 czerwca 2015 at 21:58

    Padłam, a mój mąż pyta czego rżę, ale przecież nie będę mu czytać od początku 😀
    Takie atrakcje jeszcze przede mną, choć oby nie, Zosik ma 4 m-ce, a Tymek to było złote dziecko :)
    Ufffff, całe szczęście, że butlę zaczęłam wprowadzać już jakiś czas temu, chociaż co kilka dni dostaje kilka łyków 😉

  • Odpowiedz just 22 czerwca 2015 at 21:33

    :-) umarłam i rżałam jak dzika! Rewelacyjnie się czyta opisy z życia wzięte. Dziękuję! Bolutek ma już rok, ostatnio ganiam i ściągam go z połowy schodów. Na razie ucieka tylko na czworakach i walką sumo kończą wszystkie przewijania. Na szczęście wygrywam jeszcze ja :-) 5 dużych zębów pozostawiło kilka śladów na moim lewym obojczyku, ale niektóre „buziaki” są już bez wykorzystania zębów w niespodzianym momencie. Jeszcze trochę kwiczy jak żuraw albo inne dzikie :-) ale jak uśmiecha, przytula klepiąc mnie po plecach… nie da sie go nie kochać… :-) Pozostali już wyrośli :-) /Mary i Tym/. Pozdrawiam i doskonale zrozumiem.

  • Zostaw coś po sobie