uroda

anatomia plotki vs. szkiełko i oko, czyli co powinnaś wiedzieć o kosmetykach dla dzieci

Oszaleć można – dochodzę do wniosku za każdym razem, kiedy trafiam na kolejne doniesienia o szkodliwości produktów spożywczych czy kosmetyków. Osiwieć, zwariować, zacząć odżywiać się energią kosmiczną. Już nawet nie chlebem i wodą, bo przecież śmiercionośny gluten i metale ciężkie. Zalecenia, mody i doniesienia zmieniają się jak w kalejdoskopie – najpierw każą smażyć na oleju kokosowym, a za chwilę okazuje się, że bzdura, jednak rzepak. Doniesienia nie tylko zmieniają się, ale też przeczą sobie nawzajem – że znowu ten olej przytoczę – jedni smarują się nim od stóp do głów, inni krzyczą, że zapycha, uczula i szkodzi. I bądź tu mądry człowieku – rozdarty między reklamą, a teoriami spiskowymi. Tajne informacje o przebiegłych koncernach przeplatają się z materiałami od marek kosmetycznych, opakowania i zapachy kuszą, a fora straszą. Jak żyć? Witamy w czasach największych możliwości wyboru i jednocześnie największego chaosu informacyjnego w dziejach! Komu więc ufać? Babci, która smarowała swoje dzieci oliwą z oliwek? Położnej, która zaleca kartoflankę na tyłek? Użytkowniczce @kasiulek92 z forum „mamusie lipcowe”? A może jednak producentom kosmetyków? Tylko jakich – naturalnych, aptecznych czy drogeryjnych?

A nie mówiłam, że oszaleć można?!

MĄDROŚCI Z INTERNETÓW

Internet jest niezaprzeczalnie wspaniałym wynalazkiem i skarbnicą wiedzy na każdy temat. To, czego w nim jednak szczerze nie cierpię, to te rzesze wszechwiedzących ekspertów, najmądrzejszych mądrali na świecie, specjalistów od „nie znam się, więc się wypowiem”. Księgowych, które wypisują złote rady się z pewnością siebie, godną posiadaczki doktoratu z chemii organicznej. Fryzjerek, które połknęły wszystkie rozumy w zakresie rozszerzania diety niemowlęcia. Nauczycielek historii, które posiadły pełnię wiedzy w temacie składów kosmetyków dla dzieci na podstawie rozmowy z sąsiadką, której powiedziała szwagierka, że wyczytała „na necie”, iż najlepiej myć dzieci samą wodą.

Domyślam się, że fora pewnie niejednej matce dały wsparcie czy motywację. Być może ktoś znajduje tam pocieszenie, towarzystwo, zrozumienie. Ale nie wiedzę, na litość boską! Z całym szacunkiem dla zasobów informacyjnych użytkowniczek takich grup, tam się jednak odbywają pewne zjawiska społeczne, z których warto sobie zdawać sprawę. Warto znać anatomię plotki. Potęgę reakcji łańcuchowej. Niezwykłą zdolność niczym nie potwierdzonych pogłosek do rozprzestrzeniania się po sieci z prędkością światła.

CZEGO NIE POWIE CI KASIULEK92

Już dawno zrozumiałam, że we wszelkich sporach warto znać punkt widzenia obu stron. Nie przyjmuję bezkrytycznie rewelacji na temat szkodliwości kolejnych substancji, tylko szukam informacji i nie zadowalam się jednym czy dwoma artykułami, ale czytam ich dziesięć i staram się wypracować własny punkt widzenia w oparciu o zebrane informacje. To dlatego z ciekawością wybrałam się na spotkanie na temat składów kosmetyków dla dzieci, zorganizowane przez Johnson&Johnson. Zwłaszcza, że zapewniano na nim głos eksperta w zakresie surowców i półproduktów kosmetycznych – dr inż. Magdaleny Sikory. Tym bardziej, że przemawiała na nim także specjalistka od czytania etykiet i obalania mitów, najbardziej znana ze świadomych konsumentek – Katarzyna Bosacka, która „wie, co je i co kupuje”.

Kasiulek nie powie Ci, że dzieci najlepiej jest myć preparatami o lekko kwaśnym PH, bo to chroni skórę przed infekcjami.

Nie powie o międzynarodowym stowarzyszeniu, którego naukowcy badają substancje zapachowe i opracowują takie reguły dla całego rynku, by do kosmetyków trafiały tylko te najbezpieczniejsze, a plaga alergii na świecie raczej ograniczała się, niż zbierała coraz większe żniwo.

Postraszy złowrogo brzmiącym SLS, bo nie będzie wiedziała, że to środki powierzchniowo czynne, które bywają drażniące tylko wtedy, gdy stosowane jako pojedyncza substancja w wysokim stężeniu, czyli w praktyce – nigdy.

NATURALNE = LEPSZE?

Zacznijmy od tego pejoratywnego określania kosmetyków drogeryjnych mianem „chemii” – otóż każda substancja na Ziemi jest substancją chemiczną. Używanie tego określenia jako synonimu zła jest więc absurdalnym błędem logicznym. Stawianie tego, co opracowane w laboratorium w kontrze do składników naturalnych, niczym dychotomia zła i dobra, jest równie pozbawione logiki. Natura bowiem może także wytwarzać substancje szkodliwe, a nawet śmiertelnie niebezpieczne, a w laboratoriach powstają ratujące życie lekarstwa.

Żeby nie było – lubię kosmetyki naturalne, ale nie jestem ortodoksem i stosuję je naprzemiennie z drogeryjnymi. Wierzę w siłę olejków i ekstraktów, jednak nie odwracam się od osiągnięć cywilizacji, także w dziedzinie kosmetologii. Zwłaszcza, że ostatnio coraz częściej słyszy się, że kosmetolodzy odradzają codzienne smarowanie się olejkami. Ten kokosowy, migdałowy czy czyste masło kakaowe mają znacznie większe działanie komedogenne (czyli po ludzku – zatykają pory) niż np. olej parafinowy. Przy długotrwałym stosowaniu pod ich wpływem naskórek rozszczelnia się, co paradoksalnie prowadzi do przesuszenia skóry!

Druga sprawa – bezpieczeństwo. Oleje bazowe czy spożywcze pochodzą z różnych źródeł czy plantacji, różne rzeczy mogły się z nimi dziać w drodze z pola do butelki, mają po prostu różną jakość. Często mają bardzo krótki termin przydatności i szybko jełczeją. Nikt nie sprawdza czystości oliwy z oliwek czy oleju kokosowego równie restrykcyjnie, jak czynią to producenci kosmetyków dla dzieci. Ponadto, surowce naturalne także uczulają, zwłaszcza olejki eteryczne mogą być źródłem podrażnień i alergii.

I last but not least – z wyjątkiem surowców bazowych (jak czyste oleje), nie ma na rynku kosmetyków, które byłyby w 100% naturalne! Nawet te, które są tak nazywane i certyfikowane, zawierają surowce wytwarzane w laboratorium i konserwanty.

PO CO KOMU KONSERWANTY – ZANIECZYSZCZENIE KOSMETYKÓW

Konserwanty to nie głupi wymysł złych koncernów, ale składniki kosmetyków, które zapobiegają ich zanieczyszczeniu. Czy wiecie, że wkładając palce do pojemniczków, naciskając pompkę czy wpuszczając do nich wodę, możecie wprowadzić do środka mikroorganizmy, które – gdyby kosmetyk nie zawierał konserwantów – doprowadzą do powstania nowych form życia na powierzchni specyfików? Gdyby nie one, większość preparatów wychodziłaby nam z łazienek na własnych nogach. Wygląda to mało apetycznie, pachnie – uwierzcie mi na słowo – jeszcze gorzej.

Oczywiście – za dużo konserwantów może szkodzić i podrażniać, ale też ich brak czy za mała ilość grożą zapaskudzeniem kosmetyku bakteriami. I tu najciekawsza informacja, którą przyniosłam z wykładu – obecność dwóch czy trzech konserwantów w składzie kosmetyków zwykle wcale nie oznacza, że jest on „napakowany chemią”. Wprost przeciwnie – dodając drugi składnik konserwujący, producent jest w stanie obniżyć ich zawartość w preparacie do absolutnego minimum, sprawiając, że będzie on łagodniejszy i obniżając ryzyko podrażnienia. Oba związki wspierają się bowiem nawzajem, dzięki czemu ich udział w składzie jest najmniejszy z możliwych, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa stosowania.

Owiane złą sławą konserwanty są więc niezbędne we wszystkich kosmetykach, które zawierają wodę i mądry producent umieszcza ich tylko tyle, ile to niezbędne i tylko tam, gdzie naprawdę potrzeba. Nie znajdziecie ich więc w oliwce, gdyż ta wody nie zawiera.

DUŻY MOŻE WIĘCEJ

Badania to zwykle najdroższy element produkcji kosmetyku, dlatego nie każda firma może sobie na nie pozwolić. Gwarancją jakości i bezpieczeństwa preparatów jest także drobiazgowa kontrola jakości, czystości mikrobiologicznej i ocena toksykologiczna. Jakkolwiek sympatyczne są małe manufaktury, kręcące eko kremy w garażu, to jeśli chodzi o wrażliwą, wymagającą skórę niemowląt i dzieci, lepiej nie ryzykować. Przy całej ich pomysłowości, zwykle nie mają procedur ani narzędzi do tak drobiazgowej kontroli, jaka odbywa się w dużych laboratoriach i fabrykach. Nie stać ich po prostu skomplikowane pięciostopniowe procesy oceny bezpieczeństwa, ot co.

SKĄD CZERPAĆ WIEDZĘ O KOSMETYKACH?

Że nie z forów dla mam – to już chyba jasne. Jeśli macie wątpliwości odnośnie zasłyszanych pogłosek, nie ufacie zapewnieniom producentów, szukajcie na niezależnych portalach o kosmetologii i stronach instytutów takich jak: kosmopedia.pl, cosmeticsinfo.org, nlm.nih.gov, ncbi.nlm.nih.gov/pubmed.

Wpis powstał we współpracy z organizatorem warsztatów „Sprawdzone i udowodnione, czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci”, producentem kosmetyków Johnson’s Baby.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

16 komentarzy

  • Odpowiedz MM 1 października 2018 at 20:36

    Bardzo fajny tekst!Zgadzam się,że internet jest wielką siłą,świadczy o tym to ze jak lekarz czy inny specjalista coś powie to mu nie dowierzamy,bo pewnie głupi,wiedzę ma nieaktualną albo mu zapłacili zeby tak mówił ale jak cos napisze znana blogerka(z calym szacunkiem w tym momencie nie mam Ciebie na myśli) to tak być musi.To jakies socjologiczne zjawisko.Do szału mnie doprowadza histeria na temat parafiny,lanoliny itp.które dermatologia wykorzystuje od zarania dziejów albo parabenow,co do ktorych ostatnie badania mowia ze sa bardzo bezpiecznymi konserwantami.Powiem szczerze ze do produktów J& J mam stosunek sredni bo w badaniach ktore widzialam mialy wlasnie dosc wysokie pH i wysoki wspolczynnik drażniący,ale moze cos sie zmienilo…I jak we wszystkim mysle ze najlepszy jest zdrowy umiar.

    • Odpowiedz Asia 2 października 2018 at 14:58

      Po tym jak przeczytałam na temat szkodliwości produktów J&J (rak jajników u kobiety która przez 40lat używała ich talku i innych kosmetyków)wygrała nawet proces sądowy po czym J &J zaczęli wycofywać swoje niektóre produkty…straciłam zaufanie i już nie kupuję :/

  • Odpowiedz Agata 2 października 2018 at 10:32

    Wszystko prawda,ale akurat J&J jest u mnie na czarnej liście.Nie dość,że skład średni to jeszcze testują na zwierzętach😞

    • Odpowiedz Asia 2 października 2018 at 14:59

      Zgadza się

  • Odpowiedz Ola Graca EKOPOLKA 2 października 2018 at 15:27

    Małe manufaktury nie kręcą kosmetyków w garażu 🙂 Może niektórych tutaj zaskoczę, ale również mają pomieszczenia i urządzenia do produkcji, przygotowane i dobierane wg odpowiednich wytycznych, a także odbierane i kontrolowane przez Państwową Inspekcję Sanitarną. KAŻDA firma, która produkuje kosmetyki, musi opracować, wdrożyć i utrzymywać odpowiedni system jakości wraz z dokumentacją. (PN-EN ISO 22716:2007). Aby kosmetyk w Polsce mógł być legalnie sprzedawany – MUSI poddać się ocenie bezpieczeństwa i przejść szereg obowiązkowych badań i testów klinicznych. Co za tym idzie – każdy legalny naturalny i organiczny kosmetyk jest przebadany 🙂 Obejmuje to m.in. badania fizykochemiczne, mikrobiologiczne, dermatologiczne i aplikacyjne, ale również dodatkowe – stabilności czy hipoalergiczności. Co więcej, istnieje szereg instytucji i organizacji, które tworzą odpowiednie procedury i normy dla takich produktów – Ecocert, Cosmebio, BDiH, Soil Association, AIAB, Ecogarantie, ICEA, Nordic Ecolabel. Czy więc wybieranie kosmetyków naturalnych to naiwność i ślepe podążanie za chwilową modą czy wręcz przeciwnie – konsumencka świadomość?

    • Odpowiedz NTLA 3 października 2018 at 17:18

      Dokładnie! Zawsze naturalne będzie lepsze, zresztą wszystko jest lepsze niż J&J.

  • Odpowiedz Nika 2 października 2018 at 17:20

    Oj J&J nie budzi dobrych wspomnień…

  • Odpowiedz Ola 2 października 2018 at 18:58

    Czytam i czytam i myślę kiedy będzie info o sponsorze. J&j ostatnio wypłacił ogromne odszkodowanie za zanieczyszczenie pudru dla dzieci. Chyba wolę pogadać z chemikiem niż przedstawicielem gigakoncernu

  • Odpowiedz Karolina 2 października 2018 at 21:12

    Niestety, ale chemia zawarta w kosmetykach J&J jest bardzo szkodliwa dla dzieci… 😨 Dla dorosłych też zresztą. Dla dużych koncernów liczy się tylko kasa, nie dobro dzieci, zwierzat, planety… I nie uwierzę w żadne ich zapewnienia i badania.

  • Odpowiedz Maga 2 października 2018 at 21:36

    Duży może więcej – jakże trafne. Duże koncerny mogą (bo je na to stać) organizować tego rodzaju eventy, które nie są przecież niczym więcej, jak tylko reklamą ich produktów. Nie ma się co oszukiwać, niestety.

  • Odpowiedz mk 2 października 2018 at 22:19

    Czytając komentarze można odnieść wrażenie, że sięgając po produkt mniej znanego producenta, mniejszej firmy mamy pewność że skład ich produktów jest nienaganny a wszelkie zło wyrządzają potentaci rynkowi. Uważam że niezależnie od wielkości producenta nadal będzie obowiązywać świadoma konsumpcja. Zapotrzebowanie kieruje rynkiem. Niezależnie jaki bedzie produkt. Im mniejsze bedzie dla niego zainteresowanie tym mniej go będzie na półkach, im większe zainteresowanie- tym częściej będziemy go spotykać w sklepach. Wbrew pozorom my konsumenci mamy wplyw na rynek.

    • Odpowiedz Maga 3 października 2018 at 10:58

      Dziwne wnioski wyciągasz. Chyba żadna z komentujących nie napisała, że produktów mniej znanych firm można używać w cienmo. Raczej uwagi odnoszą się wprost do składów i jakości kosmetyków j&j.

  • Odpowiedz Marta 3 października 2018 at 20:03

    tragedia. kolejna blogerka zachwala j&j.fatalne kosmetyki,żadne reklamy nie przekonają.
    Odlubiam Cię Polko

  • Odpowiedz Sylwia 4 października 2018 at 00:50

    A ja się zastanawiam mocno nad tym wszystkim. Polke i jej rodzinę obserwuje od wielu lat co najmniej 5 (o reeety). Czasem jej wpisy mnie zachwycają, a czasem tak jak ten zdumiewaja. Ale z racji „zasiedzenia” i ogólnej sympatii staram się zastanowić czym się kierowała decydując się na taką współpracę. I wiecie co, nawet jeśli chodzi o reklame za pieniądze to chyba jednak wybaczam. Bo mimo reklamy pokazala tez inny problem tych różnych internetowych ekspertów. A takze wszystko piękne opisała dbając o styl, interpunkcje, po prostu o dobry tekst. Nie podoba mi się reklamowanie marnych kosmetyków, ale przymykam oko, bo widzę że inne blogerki i to bardzo znane reklamują jeszcze gorszy badziew i to w naprawdę okropnym stylu… Także cieszę się Polko, że zarabiasz i dzięki temu możesz dla nas dalej tworzyć te wszystkie inne, wolne od reklamy wpisy.

    P.s ciekawi mnie jaki był twój proces decyzyjny jeśli chodzi o ta sobi współprace- bo na pewno to rozwazalas. Jesteś inteligentna kobieta, więc na bank wiedziałaś jakie komentarze się tu pojawia, a mimo to się odwazylas i jak widać bierzesz to ma klatę bez kasowania komentarzy
    Brawo

  • Odpowiedz LeonKameleon 4 października 2018 at 10:22

    Z kosmetykami dla dzieci jest tak samo jak z kosmetykami dla dorosłych… Działa skutecznie i jest bezpieczna zaledwie garstka. Zresztą należy zadać sobie pytanie: „Skoro przez dziesiątki tysięcy lat, obyliśmy się bez kosmetyków, to dlaczego nie teraz kiedy żyjemy w znacznie bardziej przyjaznych warunkach nisz nasi przodkowie?” Kolejne pytanie: „a co z kosmetykami naturalnymi znanymi od tysięcy lat? Złe były?” . Wpis porusza ważny temat.
    Pozdrawiam serdecznie,
    LeonKameleon 🙂

  • Polka
    Odpowiedz Polka 4 października 2018 at 11:05

    Odpowiem może zbiorczo, bo podobne wątki znajdują się w Waszych komentarzach. Dziwi mnie krytyka skupiona na kosmetykach w sytuacji, w której ja w żadnym punkcie powyższego wpisu ich nie zachwalam. Celem tego wpisu było przekazanie informacji, które uznałam za ciekawe. Zdecydowałam się na tę współpracę, ponieważ uważam, że warto znać punkt widzenia obu stron i odczarować mity, jakie narosły wokół tematu. Właśnie dlatego, co opisałam we wstępie – że wkurza mnie powielanie plotek i doniesień, dezinformacja i zawsze z rezerwą podchodzę do zbiorowych hejtów czy linczy zarówno na ludziach, markach czy produktach. Jestem zmęczona teoriami spiskowymi i uważam, że każdy powinien mieć świadomość argumentów obu stron, jakkolwiek modna jest walka z koncernami. Uważam, że temat jest ciekawy, a wszyscy możemy mieć inne zdanie. Nie wybieram współprac pod kątem ich bezpieczeństwa – czy będą negatywne komentarze, czy nie. Selekcjonuję tematy i marki pod kątem tego, czy można wokół nich zbudować ciekawe dla mnie i czytelniczek historie. Oraz oczywiście na podstawie wartości produktu – tu nie musiałam go reklamować, ale te kosmetyki wielokrotnie stały w mojej łazience i nie zamierzam się tego wstydzić.

  • Zostaw coś po sobie