uro3
Dzieciaki, miejsca

a bit of glamour at a garden party

Uwielbiam przyjęcia, te pod chmurką to już ubóstwiam wręcz. Nie dość, że się człowiek może bezkarnie najeść (to w końcu urodziny/imieniny/wesele), to jeszcze podadzą, poleją, podsuną i posprzątają. Podjadłam dziś i popiłam, nie powiem. Pod chmurką, a jakże. Zacne przyjęcie urodzinowe moich bratanków, przygotowane przez kobietę-robota, co najwyraźniej nie śpi po nocach. Wycackane i wymuskane, skomponowane kolorystycznie i tematycznie, z miliardem ciast i ciastek, pysznym obiadem z grilla. Doceniam taką dbałość o szczegół, najadł się więc dzisiaj mój brzuch i moje oczy. Niezła ta moja bratowa, mówię Wam. A to tego piękna zawsze i stylowa, pracowita i uśmiechnięta. My, kobiety jednak jesteśmy niesamowite.
Przyjęcia uwielbiam także, bo stwarzają okazję, by się odpicować się jak stróż na Boże Ciało. Dziś byłam wyjątkowo spragniona glamuru, po tygodniu spędzonym głównie w stylowych, obwisłych dresach, fryzurze drugiej świeżości oraz trudnych do domycia stopach. Wbiłam się więc w moją najnowszą zdobycz ze skarszewskiego butiku, która zaczyna oto ze mną swe drugie życie. Czerwień na domyte stopy walnęłam, przypomniałam sobie, że istnieją kolczyki, rezultat uwieczniłam. Poniedziałku, możesz nadchodzić, jestem gotowa.
I love parties, the garden ones – I simply adore! Not only can you eat your fill with impunity (it’s birthday/wedding/any other important celebration after all), but you get to be served, treated and cleaned after. I ate my fill today, oh yes. A noble birthday party for my nephews, thrown a by a female robot, who apparently never sleeps. Pretty-pretty and spruce, perfectly composed colour- and themewise, with tons of cakes and cookies and a yummy barbecue. I appreciate such focus on detail, so I ate both: my stomach and my eyes fill today. My sister-in-law is an incredible woman, I’m telling you. A she’s always always gorgeous and stylish, hard-working and smiling. We, the women are incredible.
I also love parties for they make an occasion to get rigged out like you don’t on a regular day. I was in a serious need for a bit of glamour today, after a week in my stylish, worn-out sweats, hair in their second freshness and slovenly feet. So I put my latest conquest on and it just started its second life on me today. So I put some red on my finally scrubbed feet, I reminded myself on earrings’ existence, I photographed the result. Monday, you may now come, I am ready.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

1 Comment

  • Odpowiedz Anonymous 7 czerwca 2014 at 17:29

    Śliczna ta Twoja bratowa (ale nie piekńiejsza niż Ty 😉 ) a jak do tego tak swietnie rządzi w kuchni to gratuluje bratu za doskonały wybór zony 😉
    My sie wlasńie przygotowujemy do imprezy urodzinowej naszego dwuletniego synka, niestety nie na świeżym powietrzu, na balkonie byśmy sie wszyscy nie pomieścili 😉
    Tort i babeczki przygotowane, dzis u nas misiowo :) tylko mama w opłakanym stanie, czas iść sie wyszykowac 😉
    Pozdrawiam serdecznie z północnych Niemiec :)
    Świetny blog – kazdy wpis czytam z wielkiej zainteresowaniem, Twoj sposób pisania jest niesamowity, mogłabys pisać o dupie Maryny a i tak by było to mega ciekawe :)
    Buzka :)
    Monia z DE :)

  • Zostaw coś po sobie